Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Kobieta w swojej garderobie potrzebuje małej czarnej. Ale czasami zdarza się i tak, że potrzebuje małego czarnego ^v^

I tak oto powstał mój własny "Mały Czarny" sweterek.
Powstał w pocie czoła, bo dziergałam go jeżdżąc na crosstrenerze (jam szalona). Potem czekał chyba ze dwa tygodnie na guziki, ale w końcu jest !!
I doczekał się nawet zdjęć.

Oczywiście ja inteligentna kobieta chciałam go uwiecznić moim nowym aparatem, ale jako ukryta blondynka zapomniałam sobie zresetować ustawienia po dwudniowej zabawie z instrukcją obsługi, więc zdjęcia wyszły mi nutę ciemne. Rozjaśniłam je, ale to i tak nie to. Wybaczcie mi to, takie życie ;D

W celach zdjęciowo-spacerowych doczłapaliśmy aż do Kilchbergu, po drodze więc ograbiliśmy przyfabryczny sklep z paru czekolad Lindta, ale tej rozpusty wam pokazywać nie będę, bo aż mi wstyd ;)





sweterek ów to nic innego jak Safire
włóczka: Ice Yarns Pure Merino Extrafine - black
druty: 4mm i 3,5mm
na rozmiar S zeszło mi około 3 motki z kawałkiem, głównie dlatego że robiłam długie rękawy.

Po doświadczeniach z DROPS Alpaką merynosik to taki mięciutki misiaczek i do tego cieplutki.
Włóczka bardzo przyjemna w robieniu, do tego stopnia przyjemna że właśnie dziergam z niej kolejny sweter :)


przegięty insta-dziubek. Kochane kobiety, może taki(nie aż taki) dziubek podkreśla kontur szczęki, ale 90% z was wygląda wtedy jak ze szczotką w .... no w...



Na deserek ośnieżone Alpy, bo u nas nad jeziorem to mamy +11 stopni i o śniegu dawno już zapomnieliśmy

i jeszcze moje zabawy z aparatem

prywatna mikro pomarańczka

 i stado mandarynek. Człowiek sobie nie zdaje sprawy, jak trudne w obecnych czasach jest znalezienie pestki w mandarynkach




Miłego dnia :)


W ostatni czwartek 19tego Listopada o 18tej w Zurychu rozbłysły świąteczne światełka na Bahnhofstrasse. Postanowiliśmy (ja postanowiłam tak po prawdzie), że się wybierzemy zobaczyć ten wspaniały cud elektryczności przedbożonarodzeniowej ;)

Było cieplutko, pogodnie i bardzo , bardzo przytulnie, bo tłumy były niesamowite. Ale mimo moich niepełnych 160cm udało mi się parę zdjęć pstryknąć :)









Była też śpiewająca choinka :)


Ten czwartek wyznaczył też magicznie zmianę pogody i ze słonecznych 15tu stopni mamy obecnie  +3, czasem słońce, czasem deszcz lub śnieg. Czyli czas wyciągnąć UGGi, rękawice i nauszniki :/

A ponieważ w czwartek było zdecydowanie za przytulnie (tłoczno), to dziś kicnęliśmy na światełka jeszcze raz ;)
Nawiedziliśmy przy okazji jarmark świąteczny koło Opery















a potem uciekliśmy do domu, bo miałam za cienkie rękawiczki i moje wiecznie zimne ręce przeszły w stan zlodowacenia v_v
Ale wypad uważam za udany :3
Rok 2014.
Od początku wiedziałam że będzie ciekawy i nieco szalony. A może nie od początku? Ale jakoś tak na początku stycznia ostatecznie wiedzieliśmy, że wyjeżdżamy z Polski.

I wtedy zaczęło się to szalone. Pomijam tu szare aspekty życia, jak praca, banki itp. Ale pakowanie... Pakowaliśmy się parę miesięcy i ledwo się wyrobiliśmy ;D 1/3 zawartości mieszkania poszła do kosza, 1/3 została rozdana i 1/3 pojechała z nami. Rozpakowanie tego było zdecydowanie łatwiejsze niż spakowanie.

Jakbym miała powtórzyć to po raz drugi, to przed wyjazdem kupiłabym parę rzeczy w Polsce, bo rynek Szwajcarski okazał się.... inny. W Polsce kupiłabym rowery, nowego crosstrainera, żelazko i czajnik ;D
Czajnik w sumie ostatecznie kupiliśmy w Polsce, ale to długa i zawiła historia.

A moje osobiste podsumowanie?
 - Jeszcze w 2013 miałam zacząć biegać jak wszyscy, do tej pory tego nie zrobiłam i raczej to się nie zmieni. Nie lubię biegać i już. Ale za to uzależniłam się od jeżdżenia na crosstrainerze, na którym do tej pory szuram interwałowo z satysfakcją i potem na klacie (crostrainer'a zazwyczaj nazywanym orbitreckiem, od produktu który laaaata temu sprzedawały bodajże telezakupy Mango). Uzależniłam się do tego stopnia, że jak tylko stabilnie osiedliśmy na ziemiach szwajcarskich zaczęłam się miotać z bezruchu i dręczyć męża potrzebą posiadania tego sprzętu, bo mój poprzedni sprzęcior zajeździłam na tyle skutecznie, że nie chciałam go ze sobą wlec.
W akcie desperacji zaczęłam ćwiczyć razem z Chodakowską, przebolałam samą trenerkę (no nie lubię kobiety i już), bo ćwiczenia okazały się rzeczywiście wymagające i dawały mi wycisk (za co chylę czoła).
Ogólnie w 2014 osiągnęłam wagę, którą założyłam sobie w połowie 2013. Robiłam to stopniowo z przerwami, żeby nie wpakować się w efekt jojo i uważam to za mój największy sukces minionego roku. Przeglądając kartę zdrowia z podstawówki odkryłam, że tyle co obecnie ważyłam ostatni raz przed 12tym rokiem życia.
Zmieniłam też podejście do jedzenia. Dalej uwielbiam smacznie zjeść, ale już nie tyle co kiedyś. No bo co to by było za życie na jakiś monotonnych duszonych indykach i sałacie?

- Robótkowo było u mnie kiepsko. Choć na szczęście coś tam udało mi się skończyć. Nie wiele tego wyszło, ale przynajmniej jest kochane i używane :)

- Czapka gryzie, ale jest akurat na okolice 0 stopni
-  sweter nie gryzie, bo go oddzielam od siebie jakąś bluzką (Ale alpaka z Dropsa już więcej u mnie nie zagości)
- a szalik mimo że cieniutki to jest na tyle cieplutki, że nawet obecnie mi dość często towarzyszy (nawet na zdjęciu z czapką).
Było jeszcze parę nieudanych podejść do drutów, ale tego na szczęście nie publikowałam ;D

- Jako że ostatnio przekwalifikowałam się na panią (w) domu ( powinnam się określać raczej jako pani (w) kuchni ), to dorzucę do podsumowania jeszcze parę "gadżetów", które zdecydowanie uważam za strzał w dziesiątkę minionego roku.

- multicooker, obskakuje mi wszystko czego nie trzeba mieszać, kasze, ryże, gyozy, duszenie mięsa i tonę innych rzeczy. Chyba na razie nie przekonało mnie tylko jako frytownica, bo grzeje do zbyt niskiej temperatury (dziwne że producent nie wie do jakiej temperatury grzeje się olej na frytki, a potem poleca to urządzenie właśnie do tej czynności)...
- odkurzacz Dyson'a. W końcu nie muszę wlec za sobą tony kabla i zastanawiać się czy worki do odkurzacza dalej jestem w stanie gdzieś kupić, czy już je całkowicie wycofali... (ten problem workowy towarzyszył mi przez ostatnie parę lat)
- spieniarka do mleka - i kawa o poranku robi się fajniejsza :3 a grzanie mleka do innych potrzeb nie stanowi już problemu.
- mini zegarko/budziko/tajmero/termometr z Ikei. nieodzowny przy robieniu precli :3 
- Cake pop maker, cały czas zachwyca mnie to co można z niego wyczarować (i nie są to tytułowe cake popy). Przepisy na muffinki nabrały dla mnie nowego wymiaru zastosowania :)
Planów na 2015 nie robię, już dawno temu odkryłam, że to nie ma najmniejszego sensu.Co ma być, to będzie :)

Na chwilę obecna na 100% jest szuflada pełna czekolady :3


W tym, moim zdaniem, Wedlowskiego hitu czekoladowego 2014. (Kolega się dziwił, że zwożę czekoladę do kraju czekolady, ale było warto. )


Kończę powoli mój koszyk, kiedyś w końcu muszę, bo mi jest potrzebny.
Czytam namiętnie którąś już z kolei Maryninę, Brahdelt mnie zaraziła i jestem jej za to wdzięczna :)


A wczoraj przed sylwestrową północą poczłapaliśmy sobie nad jezioro


Obejrzeliśmy z oddali pokaz fajerwerków w Zurychu :) zapiliśmy to szampanem ^v^


A rano zostały już tylko "zgliszcza". 4 niedojedzone kuleczki serowe
Przepis na muffinki, jak pisałam wyżej, sprawdził się idealnie. (ku pamięci - więcej wyrazistego sera (był: gruyere mild) i soli)

 I butelka po szampanie :3

I zero kaca :3

Życzę Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku 2015. Spełnienia marzeń i realizacji planów. I żeby ten nowy rok był jeszcze lepszy niż poprzedni  *^v^*
Moja pierwsza od dawna skończona robótka :)
Wydziergałam sobie czapkę bo na zimę posiadam tylko wielką, futrzaną, czerwoną,  super ciepłą uszatkę, która idealnie sprawdza się w polskich warunkach , ale tu mam pewne wątpliwości czy Szwajcaria schodzi aż tak grubo na minus, zwłaszcza w okolicach Zurychu.

Od dawna miałam potrzebę na takiego wełnianego smerfa, no i w końcu go wydziergałam :)




wzór : Rikke Hat
druty: 3,5 i 4,5 (przepisowe)
włóczka: Drops Alpaca ( w dwie nitki)

Po zrobieniu próbki musiałam przeliczyć oczka bo nie zgadzały mi się wymiary próbki. I chyba dobrze na tym wyszłam, bo gdybym poleciała dokładnie według wzoru , to nawet z podwójną nitką czapka byłaby za duża, zjeżdżała mi na twarz i tylko bym się na pruła, a w środowym dzierganiu zaliczyłabym powtórkę z rozrywki ;)
Taka mała, acz istotna uwaga. Alpacka Dropsowa jest dobra na czapkę tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Skubanica gryzie. Kiedyś tłumaczyłam sobie zawile ideę gryzienia tym, że to pobudza krążenie i jest dzięki temu jeszcze cieplej, ale to jest jednak wmawianie sobie, zobaczymy czy i ile wytrzymam z tą czapką tej zimy ;D

~****~

A nasz wspaniały czajnik w końcu umarł, zamiast gotować wodę zaczął zzzyczeć...
Tym samym firma Philips ma u mnie wielkiego minusa, i raczej jej produkty u mnie nie zagoszczą w najbliższej przyszłości, bo szkoda kasy normalnie....
No ale, w tą niedzielę na szczęście była w Zurychu niedziela handlowa, wybraliśmy się więc na poszukiwanie nowego czajnika. Warunek jaki mu stawialiśmy - ma podgrzewać wodę do różnych temperatur.
Powinniśmy sobie założyć: czajnik ma być tandetny, plastikowy i nie powinniśmy nic od niego wymagać. Wtedy zakupy były by szybkie i udane.
Ale nie , my mieliśmy plany, potrzeby itp i tu Szwajcaria dała nam po łapach, tak jak z żelazkiem zresztą... 
Ostatecznie czajnik zamówiłam przez internet i na niego czekam, wodę w razie potrzeby mogę zagotować w garnku (przynajmniej będzie miała 100stopni, a nie jak w wypadku naszego czajnika coś około 80..)

W poniedziałek zapytałam się znajomej, która ma chłopaka Szwajcara, jak to jest z tymi czajnikami i okazało się , że jej chłopak czajnika nie posiada, bo nie widzi takiej potrzeby, a jak bardzo potrzebuje gorącej wody to sobie przepuszcza przez ekspres do kawy.
Mój wniosek, szwajcarzy nie pijają zbytnio herbaty? Albo mają za dobre ekspresy do kawy ;)

~****~

Brahdelt nominowała mnie do Libster award  :) biegnę więc odpowiedzieć na pytanka  ^v^



1. Na jakich portalach społecznościowych się udzielasz?

W moim przypadku "udzielasz" jest bardzo szumnym określeniem, ale bywam gdzieniegdzie :) Facebook'a głównie śledzę i tylko czasami się odzywam. Na Flickrze nic ostatnio nie robię, bo nie mam czasu na lalkowanie. Tweeter jest mi w sumie obcy. Chyba Instagram ostatnio najczęściej nawiedzam swoimi zdjęciami :) ale ogólnie to ja jestem typem czytacza i rzadko udzielam się gdziekolwiek jako pisacz, a może powinnam zacząć? zawsze to nowe doświadczenie w życiu ^v^

2. Jakie kolory najbardziej lubisz na sobie/w swoim otoczeniu?

W swoim otoczeniu uwilebiam pastele, ale też i mocne kolory np. czerwień. Nie lubię jak jest za szaro buro, więc nawet jeśli moja kurtka jest jest brązowa, a płaszcz czarny, to zawsze mam kolorowe rękawiczki lub cokolwiek co dodaje trochę kolorystycznego życia ubraniu :)

Kiedyś nienawidziłam różu, teraz potrafię go docenić w otoczeniu, byle nie w nadmiarze, sklepy z ubrankami dla małych dziewczynek dalej wzbudzają we mnie konwulsje ;)

3. Zaśniesz w skarpetkach czy nigdy w życiu?

Zasnę. Nie robię tego często, ale czasami jak moje stopy mają temperaturę zamrażarkową skarpetka jest jedyną opcją na rozgrzanie się pod kołdrą. Choć jak czasmi sie taka nogą w skarpetce przejedzie po kołdrze, to aż ciarki mnie w zębach przechodzą ;D 

4. Czego chciałabyś się jeszcze w życiu nauczyć?

Porządnie japońskiego i chciałabym jeszcze raz umieć rysować, tylko tym razem lepiej, bardziej dynamicznie niż zanim zaczęłam studia i ta umiejętność u mnie umarła :( 

5. Kawa czy herbata?

Rano kawa - duża z ciepłym spienionym mlekiem i cukrem. Reszta dnia herbata (z niecierpliwością czekam na nowy czajnik )

6. Czy masz zwierzaka? Jakiego? A może chciałabyś mieć?

Obecnie nie mam, ale jeśli bym miała mieć jakiegoś ponownie, to chciałabym znowu fretkę. Chyba na zawsze będę fanką tych zwierząt, no i uwielbiam zapach freciego piżma. Jako ewentualność mogłabym chcieć mopsa, bo jest nie za duży i ma aparycję kartofla oklepanego patelnią.

7. Gdybyś mogła wybrać, w jakiej epoce i miejscu na świecie chciałabyś żyć?

Z tym jest jak z fretką, mam jedną niezachwianą potrzebę mieszkania  w Tokio. I chyba pasuje mi teraźniejszość. Choć tego akurat pewna nie jestem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, choć jeśli miałabym wybierać jakąś przeszłą epokę to chyba wolałabym zostać w Europie :) 

8. Od kiedy piszesz bloga i czy zamierzasz kiedyś przestać?

Już nie pamiętam od kiedy go piszę, na pewno zaczęłam go w trakcie studiów, jakiś czas po tym jak nauczyłam się ponownie robić na drutach. Czy zamierzam kiedyś przestać? Będę się starała nie. Nawet jeśli mam jakieś bardzo nieblogowe okresy to wracam. No i fajnie jest tak raz na dłuższy czas zajrzeć i zobaczyć jak się życie zmienia i uśmiechnąć się do starych zdjęć i historii ^v^

9. Bez czego jesteś jak bez ręki?

Bez noża. To jest moja pierwsza myśl, dużo byłabym w sumie w stanie zrobić jakoś bez narzędzi , ale ostry kawałek blachy/ceramiki potrafi ułatwić życie i pozwala nie połamać sobie zębów na wszystkim co stawia opór przy otwieraniu.

10. Trzy ulubione potrawy z trzech różnych kuchni świata?

polska - barszcz biały z tłuczonymi ziemniaczkami i skwarkamijaponia - katsudonwłochy - lasagne bolonese

11. Szklanka zawsze do połowy pełna czy do połowy pusta?

Do połowy pełna. Zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji. Odrobina motywacji plus dobre nastawienie potrafią zdziałać cuda. Nie da się być wiecznym optymistą, ale staram się nim być tak często jak tylko się da ^v^Ja nikogo dziś nie będę nominowała. Wypadłam już jakiś czas temu z blogowego życia, jak się trochę rozkręcę i zacznę bywać częściej na innych blogach, to wtedy zapewne się będę szerzej bawiła :3