Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Czyli jak małe stworzenie zakopało się w niedokończonych i czekających na rozpoczęcie robótkach....
minimum Trzy udziergi
minimum 3 uszytki
jakieś udrutki
ubrania czekające na poprawienie
tona chciejstw
lalkowe pierdolety
małe tęsknoty za wykształceniem
i niemiecki w tle....



Wkopałam się po kokardkę, ale będę dzielna i się z tego jakoś wygrzebię... jakoś...
zrobiłam zdjęcia rzeczy które znalazłam (część jest gdzieś sprytniej pochowana) i będę sobie je odhaczała.
Muszę z tym skończyć, zacząć robić jedną rzecz na raz, nie wkopywać się w zachcianki.
Udało mi się to zrobić z lalkami ( 2 lata temu ograniczyłam się do jednej firmy - VOLKS) i nie mam już tego uczucia - nowość, ładne, chcę koniecznie chcę
Teraz czas to zrobić z resztą życia.

Zdecydowanie na dzień dzisiejszy robię:
- pokrowiec na futon
- piórkowy sweterek - głównie na rowerku

i niezależnie do tego niemiecki i dłubanie w kodzie

i nie myślę co będzie następne póki nie skończę tego jednego (znaczy dwóch)

PS. na zdjęciu są tylko te duże projekty, małe projekciątka okołolalkowe na razie zostawiam na poźniej v_v
Sezon wyprzedaży cały czas jeszcze nie wyniósł się ze sklepów na dobre, więc rzuca mnie po nich ostatnio ciut za bardzo..
A wszystko przez to że nie mam ubrań, to znaczy mam ale za duże v_v

Więc w rezultacie ponad połowa szafy wisi i zajmuje miejsce.
Co mnie ciągnie w stronę sklepów, bo ile można chodzić w jednych spodniach paru t-shirtach i równie paru swetrach?
C&A zrobił mi dobrze, bo za dość śmieszne kwoty nabyłam 2 pary jeansów i 2 bawełniane sweterki :) ale sa pewne granice wywalania kasy w ciuchy, i granice pojemności szaf też niestety istnieją :/

Od dawna planowałam więc jeden drastyczny ruch.
Oczywiście nie mam na myśli "Wywal garderobę i idź na sklepy" tylko "pozmniejszaj co się da!!!"

Po testach na spodniach wiem już, że te mają górną granicę, jeansy zwęziłam tak że mi przez tyłek prawie nie przechodziły w pasku, bo suwak okazał się za krótki na taką wysokość stanu ;D

Wracając do projektu, to podchodziłam do niego już kilka razy, ale zawsze z mizernym skutkiem - jedno ubranie na miesiąc.

Planuję więc wdrożyć motywator blogowy zrobić sobie dziennik pozwężanych ubrań.
Pięknie brzmiałoby "1 ubranie na każdy dzień tygodnia" ale juz wiem że to nie ma najmniejszych szans. Ograniczę się więc do

"minimum 10 ubrań na miesiąc"

Jako post startowy machnę mój sweterek, niestety bez wersji przed, bo wpadłam na pomysł już po pocięciu delikwenta, ale w ramach rekompensaty proponuję siebie, bo dawno mnie na własnym blogu nie było ;D

Sweterek już na gotowo wygląda tak:
- pocięłam go na części pierwsze, jako formy użyłam nowego pasującego rozmiarowo sweterka, bo dobrze mieć jakiś wzór, zamiast eksperymentować na żywca.
-wmontowałam z powrotem rękawy, a potem zszyłam boki swetra i rękawy jednym ciągiem.

W sumie nikt mi w środek ubrań nie zagląda, więc nie wykańczałam tego jakoś specjalnie :)

ciapcie w kropki ratują moje oziębłe kończyny przed totalna oziębłością ;D



A to obiecana ja, włosy mam fatalne, ale do fryzjera zazwyczaj wybieram się równie opornie jak do dentysty, więc moja decyzja w tym temacie sobie dojrzewa, zwłaszcza że muszę się zmierzyć z własną fryzurą w języku obcym...


A tu jako bonusik mój koszyk, w końcu go doplotłam, pomalowałam, bo farba świetnie usztywnia papierowe kosze (moja opinia wyciągnięta z praktyki)Czeka mnie jeszcze naniesienie napisu i dorobienie uszu i będę miała kosz na koce. Bo kosz wyszedł mi za niski i za długi do Ikeowego Expedita v_v żenada z mojej strony...


Przeczesałam ostatni rok blogowania i z przerażeniem odkryłam kilka rzeczy:

a) mam kupę niepokończonych robótek
b) praktycznie nic nie dociągnęłam do końca

No sami zobaczcie, to jest wszystko co mogę upchnąć w robótkowym podsumowaniu na 2010r.


Wisienką na torcie ubiegłego roku, a właściwie czapką na bracie, była wełniana czapka dla mojego taty :)
Zrobiłam ją z wełny odzyskowej ze sprutego swetra, żre skubana jak stado myszy, ale jak już to kiedyś przedyskutowałyśmy z Brahdelt, to może być jej ukryta zaleta :)
No bo wiecie, podgryzaniem pobudza krążenie i człowiekowi robi się jeszcze cieplej ^^

Do czapki podchodziłam w sumie 4 razy, ale wyszła mi idealnie ^^
wzór: Seaman's Cap wygrzebany na Ravelry
włóczka: PRLowska włóczka z owiec świętokrzyskich ;P robiona w dwie nitki
waga: niestety nie mam pojęcia
druty:4mm
całość wydziergałam moją ukochaną techniką magic loop


W ramach nowego roku postanowiłam zabrać się za wszystko po trochu, ale tym razem skutecznie:
1.
Za siebie.
Od poniedziałku opanowaliśmy trochę regularne żywienie się, przycięliśmy nieco rozmiar i kaloryczność posiłków.
Ponownie dosiadłam rowerek, liczę na spadek poziomu tłuszczu w organizmie i rozruch w moich drutowych zaległościach.

2.
Wracam do rysowania. Muszę, mój organizm się tego domaga, tęsknię za tym i ogólnie źle mi bez tego :( co te studia zrobiły z człowiekiem, ech...

3.
Zdecydowanie muszę ogarnąć moje żywiczne hobby, wsiąkłam w nie fizycznie rok temu, a moje lalki cały czas są jak niedopracowany i wiecznie zaniedbany chaos.

Przy okazji wczoraj odkryłam bardzo sympatyczną rzecz. Odkąd mam moją Janomkę przestałam wyzywać maszynę, a jedynie zdarza mi się zakląć na nici, które zużywam powoli ze swoich zapasów, a nie do końca są tak fajne jak powinny być. To był bardzo dobry odstresowujący zakup ^^

Zajawka lalkowej bluzki i pięknych, równiutkich dziurek ^^

Obiecuję częściej pisać i nie znikać tak bez ostrzeżenia ^^'

PS. Havoc żyje, zrobił się salcesonowaty i kudłaty na zimę. Dodatkowo spotęgował swoją prosiakowatość w kuchni i już nie tylko patrzy się prosząco, ale też drapie po nodze i się sugestywnie obija o człowieka....
koticzko - można tą maszynę oddać ewentualnie do strojenia (czy jak toto się nazywa). Kurcze robienie na drutach jest stanowczo mniej wkurzające niż maszyna ciągle robiąca człowiekowi na złość -_-

Brahdelt - mmm papryczka, już nie mogę się doczekać :)


Prawdę mówiąc to dominującym kolorem dziś jest czarny, ale żeby było bardziej wiosennie ujęłam w temacie czerwony, który w różnych odcieniach przewija się na zdjęciach ;)

~***~

Czerń pierwsza - spodnie (dedykowane Przemkowi)

Jestem wzorcowym przykładem człowieka który uczy się na błędach (przynajmniej we wszelakich dziedzinach robótkowych), dzięki czemu druga para spodni wyszła mi już taka jak chciałam ^^ Nie zsuwa się z tyłka, ma wszystkie kieszonki, wchodzi na wcisk i się nigdzie za bardzo nie naciąga ^^
Po weekendzie wybiorę się na przeszpiegi pasmanteryjne w poszukiwaniu jakiegoś cieniutkiego suwaka i wszyję go w rozporek :)
bo chwilowo spodnie są na agrafkę ^_^



Czerń druga - buty

Druga czarna odsłona właściwie nie jest moją robótką tylko męża ^^
Ale co tam trzeba się pochwalić wyczynem obuwniczym drugiej połówki ^^

Buty - kupiłam je razem z pierwsza lalką, ale jednak jakoś cały czas mi nie podchodziły.
Nawet miałam je wystawić na sprzedaż, ale dzięki temu, że zwlekałam okazały się idealne na Chroma ^^
Tylko ta ortopedyczna podeszwa....

But przed
Podeszwa została w całości pozbawiona części piankowej. A następnie została pocięta, wyposażona w obcasik (z fragmenciku owej pianki) i posklejana do kupy od nowa ^^
I wszystko to sprawnymi łapkami Janka *^v^*

Dzięki czemu z butów ortopedycznych powstały całkiem przyjemne glany ;)


~***~

Bonus 1 - Havoc wypina się na tą piękną, acz nieco za gorącą pogodę ;D


Bonus 2 - Chrom oficjalnie (ale dalej roboczo) zyskał imię Vlad i prezentuje się w nowych spodniach i buciorkach.
Teraz kolejne wyzwanie - męska koszula.


miłego i słonecznego - ale z odrobiną wiatry - dnia ^^
No więc się chwalę~~
W poniedziałek rano zawitało w naszym domku czarne błyszczące pudło.

Mój kochany mąż kupił mi w prezencie maszynę do szycia ~~
Do urodzin brakuje mi jeszcze miesiąca, ale że on dostał swój prezent awansem to i ja swój też ;D

We trójkę walczyliśmy z opakowaniem


A oto i moje cudeńko ~~ (przepraszam, że pod światło)
Ta Janomka przy mojej Arce Radom, to jak porsche przy maluchu, ale Arka dzielnie się spisywała i niejedne spodnie nią skróciłam ^^


Na wyposażeniu maszyny znaleźliśmy takie ustrojstwo.
Jest to stopka... do automatycznego obszywania dziurki na zadany rozmiar guzika. Po prostu enialne rozwiązanie ^v^

A tu bonusowe dodatki, w tym stopka do marszczenia ~~


~***~

W ramach testowania siebie i maszyny uszyłam Chromowi spodnie.
Podczas buszowania z Brahdelt po hurtowni pasmanteryjnej wyszperałyśmy mikro szpilki, idealne do spinania lalkowych ubranek. Potwierdzam ich przydatność przy lalkowym szyciu ^^
A na koniec mój Chromuś w nowych spodenkach, niestety ich czarny kolor zatuszował mój cały wysiłek , kieszonki, cięcia i inne bajerki...
Ale przynajmniej mam już praktyczną wiedzę, żeby uszyć mini dżinsy ^^


Bonusowo zbliżenie na mojego ciachosława. Muszę wreszcie wymyślić mu jakieś mhroczne imię.
Jakieś propozycje?


wiosna wpakowała się z buciorami do Polski, czas zacząć aktywniej żyć.
Kurtki  zimowe zostały wyeksmitowane w górne partie szafy, grzejniki pozakręcałam i chałupka się wietrzy z zimowego zaduchu.
Ogon gubi futro na potęgę i my mu w tym czynnie pomagamy. Wygląda teraz jak zabiedzone zwierzę, a on tylko zamienił długie, gęste futro na wiosenną króciutką szczecinkę :)
Wetka z tej okazji zapytała mnie podejrzliwie czy on ostatnio jakoś bardzo nie schudł, a to po prostu wyszła szczupła talia ogona po zrzuceniu pokrywy zimowej ;D
Polarny nie ma takiego problemu, bo on ma z natury wielką dupę, za to Havoc zawsze był szprychą ;)
Z okazji wiosny naszło nas na trochę zmian i od jakiegoś czasu prowadzimy tajny projekt fretkowy,  zamieniamy klatkę ( która służy ogonowi za sypialnię) na kącik w którym można powiesić hamak, poidełko itd. i nie zawiera on żadnych zbędnych prętów tak jak klatka :)
Zdjęcia będą dopiero po zakończeniu całości, co jeszcze trochę potrwa.
Mamy zamiar przemalować też co nieco w mieszkaniu, na razie zabrałam się za zaległe półki ;)
Ogólnie mamy tyle planów mieszkaniowych, że wiosenne porządki odeszły w siną dal, bo i tak ciągle coś przenosimy, więc śmietnik jest nieusuwalny. 

A teraz bardziej robótkowo (chociaż przerabianie części mieszkania to też w sumie robótki ręczne)

1. Hamak, czyli recycling koszulowy
Zysk podwójny. Mąż zostaje pozbawiony niemodnych polarowych koszul, które zalegają w szafie, a ja nie muszę niczego specjalnie kupować :)

Hamak w rozmiarach 46x46cm z wewnętrzną norką, poszły na to prawie dwie koszule (zostały rękawy) 


Szycie tego hamaka prawie zakończyło się rzutem maszyną w siną dal. Już wiem czemu nie będę krawcową, ja się za szybko irytuję jak mi coś nie idzie przy szyciu, rwąca się nitka(mimo że ta akurat nie powinna), prujący materiał(mimo że go przed tym zabezpieczyłam) i takie tam,  zabijaja we mnie całą przyjemność szycia.
Na szczęście fret pokochał hamak od pierwszego leżenia ;D

2. rudy 102  (powinien być chyba 103-1, ale 102 lepiej brzmi)
wizyta w pasmanterii zaowocowała zakupem haftek (czy jak toto się nazywa) i rudziak został pomyślnie zakończony.
Poddałam go również testom termicznym, czyli poszłam w nim do pracy.
Wyniki: przy temperaturze +3 stopnie jest w nim chłodno, przy +15 jest w sam raz, przy +20 za ciepło ;)

Na zdjęciu zapięty szczelnie po całości, ale chodzę w zapiętym tylko na dwie górne haftki

3. szeptany
w niedzielę wieczorem zakończyłam w nim ostatnie oczko, i powszywałam nitki. Czeka go jeszcze blokowanie, bo zwija się skubaniec na potęgę.
Wnioski jakie wyciągnęłam po tym sweterku są takie: 
IK robi bardzo dobre opisy do wzorów, 
mimo że mój rozmiar jest gdzieś między M a L to sweterek jest S, bo rozmiar tu zależy od rozpiętości pleców ^v^
mimo, że sweterek jest bezszwowy to igłą namachałam się za wszystkie czasy, bo wszystkie szwy trzeba było zakończyć luźno, a to jedyny luźny sposób jaki znam.

Zdjęcie jest późnowieczorne, więc więcje na mogłam pokazać, chciałam tylko udowodnić, że sweterek istnieje ;) Niteczka przebiegająca przez rękaw jest oznaczeniem początka górnych pleców i zapomniałam ją wyjąć przed zdjęciem ;)


4.....
 no i skończyły mi się rozpoczęte sweterki, planuję zabrać się za różową Lunę, ale jeszcze nie mam koncepcji na model jaki mi będzie z niej pasował.
U mamy czeka też na mnie kremowa bawełenka, ale zobaczę ją dopiero w święta.
muszę poszukać natchnienia~~


Na zakończenie jeszcze trochę innej tematyki. Z okazji wiosny zabrałam się wreszcie za grafikę do bloga, przy okazji zmienię mu trochę nazwę, ale co i jak planuję, pokażę jak skończę dłubaninę w ilustratorze ;)
 
I zapomniałam się pochwalić. Od lutego jeżdżąc sobie na tygodniu z drutami udało mi się zrzucić już 4 kg :D jeszcze tylko 6 do końca planu podstawowego.
a potem spróbuję osiągnąc wagę jaką ostatnio widziałam w podstawówce ;)
Tak to jest jak człowiek całe życie ma nadwagę :/

Tak się ostro zabrałam za przedświąteczne wykańczanie szalików i jednego prezentu, że zupełnie zapomniałam o moim sztruksiaczku z koralikami.
Dopiero mama dała mi dziś, przez telefon, jasno do zrozumienia, że chce go zobaczyć.

Zebrałam więc do kupy walające się po biurku części i pozszywałam je w spójną całość.
Efekt końcwy... sami oceńcie :)




ta choineczka jest doskonałym przykładem wykorzystania nogawki od spodni męża ;D
Frety miały mi za złe, bo ta nogawka była przez jakiś czas ich własnością, ale rodzynka na pocieszenie zrekompensowała stratę.

Ech te frety, niby tacy zatwardziali mięsożercy, a tu proszę wystarczy dać im ogórka, a świata poza nim nie widzą (osobę fotografującą też mają gdzieś) :D


Wracam do walki z prezentem, a jutro mam wielki plan pod kryptonimem "czystka na biurku"
Ja już pisałam parę postów niżej mój żołądź oklapł po jakimś tygodniu od zrobienia. Niby był dalej tak samo funkcjonalny, ale.....
Od kilku dni zaczęłam się zastanawiać co biedakowi zrobić, żeby zaczął wyglądać jak żołądź, a nie jak zassany balonik.
Ostatecznie postanowiłam go usztywnić robiąc mu podszewkę, ale taką nie byle jaką, bo dodatkowo ocieploną(zima się zbliża)



przy okazji zapoznałam się z namiastką pikowania ;D

żadna robótka nie może się obyć bez odrobiny futra i piżma, więc oto Havoc testujący szwy




a tu ocieplony i usztywniony żołądź, jak stwierdził mój mąż "uszyłam waciak".
Waciak, czy nie, ważne że kształt trzyma ;D
dziś po pracy zaczynam walkę z kapelusikiem, czeka mnie prucie, bo obecnie jest trochę przy ciasny