Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalik. Pokaż wszystkie posty
Zaczęłam sobie robić z rana dzienne listy rzeczy do zrobienia, o dziwo na razie się wywiązję z zawartości kartek.

Posta wceśniej obiecałam zdjęcie, oto i ono. Czerwona serwetka haftowana muliną w kolorze ecru. Zdjęcie jest jak zwykle kiepskie, ale to taka pora roku -_-
Mam nadzieję,  że się spodoba, bo nerwów mnie trochę kosztowała ;) 

Dziś w pracy zrobiłam wreszcie ostatnie oczka szydełkiem i zakończyłam zielony szalik.
Będę miała w co się zawinąć na święta ;)
Szaliczek wykończyłam oczkami rakowymi, które odkryła moja mama na Ramblingu wydzierganym przez Kath. W mojej książce nie ma ani słowa o tych oczkach.
Jestem więc wdzięczna Kath, że ich użyła i mojej mamie, że się ich dopatrzyła ;)


No i jeszcze bonusowa sesja "Z pasożytem" 


No i czy to białe wygląda jak krwiożercza bestia(którą jest)?
Tydzień zleciał mi jakoś dziwnie szybko. Ale, o dziwo nie do końca bezowocnie, jak się na początku spodziewałam.

Postanowiłam więc zrobić swoim "owocom" parę zdjęć.

I tu zaczęły się schody, a dokładniej biały termofor osiadł mi na kolanach i za nic miał fakt, że ja właśnie chcę wstać
Jak już się go pozbyłam, zagarnęłam rzeczy z połowy stołu i zabrałam się za robienie zdjęć.
Aparat zmarł po drugim......
W między czasie jak się ładował przez moje kolana przewinęły się oba zwierzaki uniemożliwiając mi jakiekolwiek próby nabazgrania czegokolwiek ołówkiem (powoli coś sobie koślawię na papierze).

Na szczęście aparat znowu ożył i wreszcie mogę rozpocząć sprawozdanie tygodniowe ;)

Na początek zmobilizowałam się i dokupiłam brakującą włóczkę na kocyk, udało mi się nawet wygrzebać kolor, którego nie miałam, a który uznałam za pasujący do ogółu :D
Ku mojemu zaskoczeniu paczka przyszła w czwartek czyli dokładnie dobę po wysłaniu jej z inter-foxu (normalnie szok! może poczta próbuje wzbudzić zaufanie przed świętami, bo wiedzą, że znowu się nie wyrobią z życzeniami świątecznymi, które przyjdą w styczniu).

W piątek zaliczałam wizytę u rodziców i dentystę (ceny dentysty w warszawie jednak mnie przerastają), a ponieważ nie mogłam się zdecydować na jakąś książkę to w pociągu towarzyszył mi Gucio i szydełko nr 6.


Zamarzył mi się szaliczuś.
Niestety kolej wyznaje zasadę "grzejemy na maksa albo wcale" , co niestety spowolniło moją szalikową walkę. W drodze do Skarżyska było potwornie gorąco, do tego miałam wrażenie, że coś dmucha tym gorącem bezpośrednio na mnie... więc na przemian przysypiałam, szydełkowałąm i zastanawiałam się czy się jednak nie rozebrać :/
W drodze powrotnej było dla odmiany potwornie zimno (w połowie drogi zaczęły mi drętwie stopy). Na szczęście wracałam z siostrą cioteczną (nie współgra z robieniem szalika), więc jakoś przetrwałyśmy gadając o pierdołach różnistych.
Na dzień dzisiejszy szalika mam tyle ;)

Tu nastąpiła chwilowa przerwa w fotografowaniu wyrobów włóczkopochodnych, bo moje kochane futerko postanowiło się poudzielać w świecie włóczki


Co zakończyło się szaleńczym kicaniem po fotelu z obgryzaniem mojej ręki w tak zwanym między czasie :/





Koniec :D

Fretka opanowana można kontynuować. Mój sweter. skończyłam wreszcie pierwszy rękaw i właśnie zaczęłam drugi, czyli zbliża się toto ku końcowi :D


I w ten to optymistyczny sposób podsumowałam tydzień, jestem z siebie dumna ;P

A tu specjalnie dla Kath zdjęcie Tweedu z którego zrobiłam już kwadraciki. To jest kolor 503 i mam wrażenie, że na tym zdjęciu wyszedł w miarę naturalnie(mimo, że zdjęcie jest ciemne) ;)
Zapomniałabym, tweed podwójną nitką nie jest jakiś super przytulnie mięciutki, ale zły też nie jest, jest taki w sam raz

krokodyla daj mi luby" ;)
w tym wypadku aligatora i to niestety dać go sobie muszę sama.

Aligatora wypatrzyłam na ravelry i potwornie mnie zauroczył
a że miałam akurat dobry dzień, to postanowiłam, że sama wymyślę jak go zrobić.
Muszę przyznać, że jak na razie idzie mi całkiem nieźle, a moje futra wspierają mnie ciałem i duchem (głównie ciałem)






szperając po różnych blogach znalazłam instrukcję jak zrobić sobie ręcznego "prawie wool windera"
i oto efekt: