Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty
Dziś niedziela. Więc robię sobie przerwę w Akcji Motywacji. Nie jeżdżę z drutami, odpuszczam sobie naukę. Dziś tylko relaks i bardzo zaległy sweterek :)

Przedstawiam Wam Pasiatka.


wzór: Versio by ANKESTRiCK
włóczka: Lenka - Włóczki Warmii
druty: 3,5mm

Sweterek ten zauroczył mnie już dawno temu na Ravelry, a ponieważ zauroczenie nie przeszło mi przez rok, to w poprzednie wakacje zaczęłam go dziergać. Dobrze, że to dzierganie mi nie szło, bo oczywiście pomyliłam się i zamiast S zaczął mi się tworzyć rozmiar XL v_v drugie podejście do sweterka zrobiłam jakies pół roku później, głównie dzięki Środom z czytaniem i dzierganiem u Maknety i w końcu pierwszy raz od dawna udało mi się jakiś projekt doprowadzić do szczęśliwego końca.
Lenka jest dość fajną włóczką. z początku sztywna, po kontakcie z wodą robi się na szczęście dużo przyjemniejsza i całkiem dobrze się poddaje blokowaniu.
Oryginalnie sweterek powinien mieć ala marynarski kołnierz, ale tak mi się nie układał, że przerobiłam go na kaptur.

Trochę przeszkadza mi na tych zdjęciu fałdujący się pod sweterkiem top, ale prędko nie powtórzy mi się okazja robienia sobie fotek w ogrodzie Volksa (Kyoto), więc proszę zwracać uwagę na piękno otoczenia, a nie moje fałdki ;)
No i już pomijam fakt, że ja nie umiem pozować, a mój mąż nie umie korzystnie robić zdjęć (ale się stara za co jestem mu niezmiernie wdzięczna)






I jeszcze troszeczkę samego ogrodu, mam wrażenie, że blogger wygubia mi część nasycenia zieleni ze zdjęć :/ życie...








Nowa kuchnia już powoli zaczyna robić się przytulniejsza, choć jeszcze brakuje jej tego czegoś, ale posiada już wszystkie potrzebne do gotowania elementy, więc nie pozostało mi nic innego jak sobie ją dzielnie testować :)
Jednym z testowych działań było mięsne bułeczki na parze :3




Ku pamięci PRZEPIS:
Nadzienie:
- 300g mięsa wieprzowego
- 300g pieczarek
- duża cebula
- 2 łyżki słodkiego sosu chili
- 1 łyżka sosu hoi-sin
- szczypior
- sól
- pieprz
- 2 świeże liście laurowe
- gałązka rozmarynu
trochę wody

mięsko udusić z pieczarkami, cebulą liśćmi laurowymi, rozmarynem i doprawić do smaku solą i pieprzem.
nie cięłam tego jakoś specjalnie, bo i tak potem wszystko drobno poszatkowałam.
Całość udusiłam w multicookerze (testuję go namiętnie od paru tygodni, bo skoro mam już bardziej wypaśny garnek do gotowania ryżu, to wypada w nim gotować coś więcej niż tylko ryż  *^_^*)

Po wystudzeniu i zmasakrowaniu całości nożem na drobno dodałam posiekany szczypior, sosy i całość dokładnie wymieszałam

Bułeczki:
- 600g mąki
- proszek do pieczenia w ilości dostosowanej do wytycznych z opakowania (w Szwajcarii mam wrażenie są w tym proszku jakieś inne proporce proszku
- ok 400ml mleka (ja dałam 2/3 w stosunku do wody)
- sól
- łyżeczka sosu rybnego

Ciasto wymieszać aż stanie się jednolitą kulką, może potrzebować ciut więcej mleka, jakby się nie kleiło kupy.
Dzielimy je na 16-20 kulek.
Każdą kulkę rozpłaszczamy, upychamy w niej mięsne nadzienie i zwijamy szczelnie, łączeniem kładziemy ją do spodu w podwójnych papilotkach od muffinek 

Ponieważ korzystałam pi razy drzwi z przepisu Jamiego Olivera to bułeczki włożyłam w podwójne papilotki od muffinek, tak jak on sugerował, niestety wewnętrzna papilotka i tak mi się przykleiła do bułki :/ wrócę chyba do patentu z nikumanów, czyli kwadracików z papieru do pieczenia.

Bułeczki układamy koło siebie w naczyniu do gotowania na parze i parujemy je około 12-13min.
Od razu po wyjęciu można posypać je sezamem, wtedy się jeszcze do nich ładnie przykleja, potem już odpada ;)

z przydatnych gadżetów kuchennych, pojawił sie u mnie również kubek do spieniania mleka :) w końcu ~~ 



A w sklepie znalazłam herbatę "parzoną" na zimno, akurat jak już lato ewidentnie powiedziało okolicom Zurychu pa pa...


O, i kawałek mojej wyspy ^v^



A teraz coś na ochłodę (pomijam tą herbatkę powyżej)
Zurych  ponoć jest miastem z największą liczbą fontann na świecie? w Europie? czy jakoś tak.
Postanowiłam więc zacząć robić im zdjęcia. Tu efekt spaceru w sumie jedną dłuższą ulicą :)









I znalazłam swoje małe spożywcze miejsce na ziemi :3
A już zaczęłam się bać, że będę skazana tylko na sery, ziemniaki i czekoladę..
Sklep japoński :3 z japońskimi produktami (nie chińskimi, koreańskimi itp, tylko z japońskimi)
w cenach nie gorszych niż przeciętne ceny żywności..


a teraz czas zastanowić się nad obiadem, bo mój żołądek zaczyna groźnie pomrukiwać ^_^'
Człowiek się nawet nie spodziewa kiedy mu się może przydać odrobina kultury i dobrego wychowania.

Kiedy opuszczaliśmy nasze mieszkanko na Akasace postanowiliśmy, że nie zostawimy właścicielowi totalnego chlewu turysty wyzwolonego i ogarnęliśmy mieszkanie.
Kiedy dotarliśmy do pozbawienia pościeli poszewek naszym oczom ukazały się tasiemki łączące poszewkę z kołdrą. 
No kurde genialne... że ja na to nie wpadłam przez tyle lat, tylko całe życie walczyłam z kołdrą wędrującą wewnątrz poszewki, która(kołdra) nie wiedzieć czemu, zawsze wolała nasze nogi, bądź połówkę męża....
Żeby człowiek musiał jechać do dalekiego kraju żeby coś takiego odkryć ;D

Kupiłam więc zapas tasiemki na całe życie (chyba 30m) i wzięłam się do roboty

ucięłam 12 dłuższych tasiemek
 które przyszyłam na rogach, po środku na górze i na dole kołdry
 (to się nie łączy na końcu)
 potem docięłam 5 krótszych tasiemek
 i przyszyłam je w pętelkę  na rogach i na środku góry poszewki (od wewnątrz)

No i tym to wspaniałym sposobem kołdra przywiązuje się trwale do poszewki i nie ma szans robić mnie w jajo w ciągu nocy ;)

A na deser, a właściwie na obiad, takoyaki wersja polska (majonez kielecki musi być). Na rasowej żeliwnej patelni zakupionej w Tokio na ulicy Kappabashi ^^ (mydło i powidło z działu  - gastronomia)





PS. Żółty sweterek zszyłam już do kupy, ale po przymierzeniu doszłam do wniosku że bez kołnierzyka się nie obędzie, bo jakoś tak łyso pod szyją wygląda, więc wieczorem dodrutuję mu coś na szybko (zainspirowana sweterkiem Brahdelt)
I jutro w końcu może zmotywuję się żeby go zblokować :3

W sumie to już od dwóch tygodni siedzimy z powrotem w Warszawie.
Trochę bolesne było zderzenie wygrzanego ciała z nastoma stopniami w Polsce, ale pocieszam się, że w końcu prędzej czy później w Tokio też będzie te naście, no bo jak wiadomo wszystko co dobre nie trwa wiecznie.

W ciągu tych paru tygodni udało nam się nie zwiedzić żadnego muzeum (o ile dobrze pamiętam), zaliczyć sporo parków i ogrodów, zapoznać się z asortymentem wielu sklepów, wypchać nie wiadomo czym walizki pod sam korek zarówno wagowy, jaki i pojemnościowy.
I a najważniejsze dolecieć z i do Helisinek Dreamlinerem bez żadnych usterek :3

Na pocieszenie wrzucę sobie upolowaną dzień po tajfunie górę Fuji


No, a wracając do powrotu do Polski, to o dziwo tym razem jakoś poszło mi całkiem dobrze. Nie rzuciło mi się nic negatywnego na nastrój, w pracy też jakoś od razu się zaaklimatyzowałam.

Pozostaje mi tylko w końcu nadrobić zaległości w japońskim i można żyć normalnym trybem codziennym :)



Przed wyjazdem mój wyjeżdżony sweterek wyglądał tak, w tym tygodniu planuję go ostatecznie złożyć do kupy i zblokować. W końcu jakby nie patrzeć jesień nadeszła, a on miał być właśnie na tą porę roku :)
Przede mną jeszcze dwie czapki, być może szalik i sweterek na lato (dalekie plany hehe). Muszę szybko rozpisać sobie te czapki, bo nie mam z czym jeździć na rowerku , a nie wolno mi osiąść na laurach, bo sobie już sporo ubrań pozwężałam ;P i stanowczo podoba mi się mój obecny obwód tyłka, choć oczywiście mogłoby być go jeszcze mniej jak dla mnie ;)
(tu powinnam dostać kopa od męża za wieczne marudzenie że jestem za gruba)

Jak to dobrze, że jesteśmy turystami, możemy robić to co Japończycy, tylko że na tygodniu. Dlatego weekendowy tajfun nam nie przeszkadza aż tak bardzo, choć przez niego nasza dzisiejsza wyprawa na takoyaki do znajomych wisi na włosku :/

Właśnie wyjrzałam na balkon, bo mój organizm nie mógł uwierzyć tak na słowo prognozie, że jest około 24 stopnie, ale jest, a ma być około 28 i tajfun tu zupełnie w tym nie przeszkadza.

A na poprawę nastroju Tokio od trochę innej strony. Tej zielonej.

ogród - Hamarikyu Onshi Teien



Park - Shinjuku Gyoen



idę się ogarnąć,, bo jednak postanowiliśmy "popłynąć" na takoyaki :3

PS. Z ciekawości zajrzeliśmy wczoraj do japońskiej sieciówki ubraniowej UNI QLO, i zaczęłam żałować że nie ma jej w Polsce :( ubrania normalne, a ceny jakieś takie przystępniejsze niż w tych naszych wspaniałych Rezervedach czy H&Mach i jakieś takie w dotyku fajniejsze.
Od niedzieli rano wybrykalismy na wakacje :)
Po przejściu kiepsko zorganizowanego check in'u i nadgorliwej przetrzepanki w objęciach celników w końcu wydostaliśmy się z kraju :)

Powiem tak, nigdy więcej British Aiways na długiej trasie. Tym razem lecieliśmy FinAir'em i JAL'em i było super.
Samolocik do Helsinek mieliśmy w 80% wypchany japończykami. Jakaś kobitka katowała całą drogę biedną gimnazjalistkę opowieściami, ale jak postanowiłam obgadać polaków, to jakoś tak dyskretnie ściszyła głos, a tak dobrze mi się na niej trenowało japoński ze słuchu XD

W Helsinkach, przelecieliśmy przez lotnisko ekspresowo, nikt nas już nie macał, nie rozbierał itp (tak jak w Anglii dwa lata temu) :)

I co lot Finairem był miły, to JAL'em był super. Punktualny, miła obsługa, bardzo smaczne jedzenie, samolot przestronny, filmów akurat na przetrwanie trasy(no dobra, mogło być więcej, ale i tak jestem mile zaskoczona najnowszym GitS'em o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałam) . A te przyciemniane okienka w dreamlinerze, strzał w dziesiątkę :)
A i co najważniejsze, i loty i przesiadka były sporo krótsze niż w BA. Żyć nie umierać ^^

A jak już dotarliśmy do celu, to trzeba było wygrzebać omiyage dla hosta.


Po zadekowaniu się w mieszkanku poszliśmy wychodzić jet lag'a ;) trafiliśmy na lodziarnię BR na Shibuyi


Drugiego dnia zupełnie przypadkiem trafiła nam się możliwość podziwiania widoku Tokio z tarasu widokowego na Roppongi Hill's. Przypadkiem , bo poszliśmy tam niesieni nogami, a nie z zamiarem zwiedznia ;)
 

 Ale góra Fuji i tak była do połowy w chmurach (chamy jedne , nie chmury)



Odkryliśmy nowy sposób kupowania długopisów wielokolorowych (obudowy na wybrana ilość kolorów + wkłady we wszystkich kolorach tęczy, my ograniczyliśmy się do w miarę podstawowych)
 

I znaleźliśmy sezonowy wybryk FritoLay'a i Pepsi. Smakuje jak Flips zagryziony musująca orężadką w proszku o smaku Coli. Walczę z tą paczką już drugi dzień, mąż się poddał ;D


Przypadkiem natrafiliśmy na Sadako (ze śpiącym kierowcą, a może już nie żył?) reklamującą "Sadako 2" 3D.
Te włosy to na prawdę włosy, zarówno na dużej jak i małej Sadako.


 Obkupiliśmy się w single zespołu Baby Metal (polecam się z tym zespołem zmierzyć na youtube)


A tak poza tym to krążymy po mieście, wyrabiamy kilometry, chłoniemy 30stopniowe upały i ponad 70% wilgotność.

Obserwacje:
Przez dwa lata kilka budynków zniknęło, kilka się pojawiło(i to nie domków mieszkalnych, tylko przeogromnych biurowców), japonki coraz zgrabniej człapią na obcasach, nikt praktycznie nie używa okularów przeciwsłonecznych i wachlarzy, mam wrażenie że przybyło japonek przy kości, ale dalej nie jest ich sporo. Rowerzyści naoliwili sobie hamulce, a wszystko inne jest po staremu.

Podstawowymi środkami do walki z upałami są:
 kremy z filtrem (już mamy), parasolki u kobiet(muszę sobie kupić), ogromne daszki nasuwane na pół twarzy (starsze panie), a najpopularniejsze w użyciu są ręczniczki do doraźnego ścierania potu z twarzy i okolic ^_^

Jak się ma nasz japoński w użyciu?
 Tragicznie bym powiedziała. Ale i w takiej formie jest bardzo przydatny. Japończyk słyszący pytanie "czy mówi pan/pani po angielsku" momentalnie wpada w panikę, a Japończyk pokaleczony własnym językiem przez gajina staje się pomocny, przychylny i trochę za bardzo rozmowny, co potem budzi chwile krępującej ciszy z obu stron, ale jest spoko :D

Dziś zwialiśmy grupie uczniów, którzy ewidentnie chcieli sobie na nas poćwiczyć angielski, w tym roku to my sobie na nich ćwiczymy, czas zemsty nadszedł :3

Jako ciekawostka, tu się ściemnia około 18:30. Od 18:00tej wygląda to tak jakby ktoś stopniowo przykręcał słońce. Ale i tak jest po zmroku cieplutko :)

Postaram się zmobilizować do bardziej widoczkowych zdjęć w następnym wpisie, ale i tak na razie uznaje za sukces, że w ogóle ten powstał, bo pisze go tuz przez północą w stanie mocno schodzonym ;)

dobranocne buziaki :*

PS. przepraszam za poziome zdjęcia, nie mam już siły a blogspot nie umie :/ a szczerze, to mógłby...