Zima nie jest taka zła, jak się wydaje.
Są tacy, dla których to doskonała zabawa i kupa radochy.
Szczególnie kiedy jest to prywatna kupa lodu i śniegu, na której nie ma tłoku i którą można zwiedzać i przekopywać do woli ^^
Więc czemu się powstrzymywać. Rozpęd, skok i szalejemy :D










a to większy rzut na na prywatny lodowiec Havoca


a teraz bonusik
lodowiec na żywo (może się trochę wolno ładować)


ponieważ moje posty ostatnio są nieco chaotyczne, nie będę się i dzisiaj wybijać :)
jak zwykle robię 10 rzeczy na raz, ale przynajmniej widzę w tym jakieś wizualne postępy

zarzekałam się ostatnio, że drutów nie porzuciłam (wbrew pozorom) i proszę oto wieczorny owoc oglądania seriali ;)
Wygląda jak kwadrat w paski, ale tak na prawdę jest to jeden z boków torby, którą wreszcie postanowiłam zrobić, Mój kwiaciaty Diversebag powoli zaczyna mi sugerować , że powinien wreszcie odpocząć, a że nie mogę nigdzie znaleźć czegoś praktycznego (nie mam zamiaru tachać co dziennie laptopa na jednym ramieniu). Ciekawe czy się wyrobię przed końcem sezonu zimowego ^^


Na drugi ogień idzie dziś fret, który ostatnio ubździł sobie że mięso najlepiej smakuje podane ręką, a nie z miski, ale ja go przewalczę, burżuj jeden ;D

A teraz, by dzień był trochę bardziej zjadliwy, mimo szarawej pogody za oknem. Odrobina magii~~
Magii jaką oferuje nam Carrefour O_o

oto koszula , na pozór nie ma w niej nic magicznego, taka zwykła bawełniana

a jednak, Carrefout potrafi pokazać, że to co widzimy nie koniecznie jest prawdziwe, taka marketingowa iluzja
bo 100% bawełny wcale nie świadczy o tym , że koszula jest bawełniana w 100%.
100% bawełny znaczy tak na prawdę, że te 35% bawełny, który tak na prawdę jest w tej koszuli, to na 100% bawełna -_-

a to już pozytwyniejsza strona Carrefoura, 5 par skarpetek za nieco ponad 5zł, idealne na skarpetki dla lalki :D

a na koniec odrobina dollfie.
A mianowicie Riza dostała grzywkę.
Po 2 dniach walki z peruką firmy Dollzone i ciągle widoczną siateczką do której przymocowane są włosy, okazało się to jedynym wyjściem. Chyba zresztą nienajgorszym :)
Przy okazji odkryłam brutalną prawdę, że nożyczki do cieniowania włosów (takie z grzebyczkiem) nie nadają się do sztucznym włosów, bo je miażdżą i zaginają....
Ale błąd ten szybko naprawiłam :)


przez ten tydzień odpoczęłam sobie trochę od maszyny, więc może w przyszłym znowu zabiorę się za szycie czegoś lalkowego :)
Wczoraj odwiedziły nas Brahdelt z Rori (Rysiek niestety nie zmieścił się do torby ^^ )

my sobie zaczęłyśmy plotkować przy winku i ciachu, a Rori z Rizą (imię zostaje) nieśmiało się zapoznawały
blablały sobie o czymś tam po cichu, więc przestałyśmy na nie zwracać uwagę



w pewnym momencie usłyszałyśmy szum sukienek i dziewczyny już nie plotkowały ;)


i zostaw tu lalki sam na sam ;) ech~~

Przy okazji spotkania korzystając, że panny miały inne ciała i inne stopy, za eksperymentowałyśmy obuwniczo
i Rori - stare ciałko + stópki do obcasów - dostała wysokie glany Rizy,
a Riza - nowe ciałko + płaskie stopy - dostała buty na obcasie Rori.
I o dziwo obie stanęły :D
a potem Rori gdzieś poleciała ;)

Spotkanie było bardzo fajne, a następnym razem ja biorę Rizę pod pachę i suniemy oglądać Rudzielca lecącego właśnie z Chin :)

bonusik na dziś:
Riza w kupko-fryzie ;)
strasznie mi się ta fryzura podoba, niestety szybko się rozpada....

PS. ubranie Rizy zaprezentuję oficjalnie jak je dokończę ;)
PS2. tak tak, pamiętam jeszcze co to są druty, nie porzuciłam ich, ale chwilowo jestem w trakcie myślenia nad spożytkowaniem zalegającej włóczki


Szysza - lalka bjd w rozmiarze SD(60cm) to koszt pi razy drzwi ok 2000zł
a właściwie futrzastym ;)
sesja 2 w 1 = fret + czapka
(to ta sama czapka co w poprzednim poście)






wełna: Merino inter-fox
kolory: 14777 i 14775
ilość: po niecałym kłębku z każdego
druty: nr 4

a teraz dodatek dla niecierpliwych:
Lotus ( która chyba będzie miała na imię Riza, bo jakoś tak mi pasuje ;) ) w stanie tymczasowym, czyli w mojej twórczości (do której się dopiero przyuczam)




jutro wracam do walki z tkaninami, czyli nauki szycia ubrań dla lalki ;P
trzymajcie kciuki
Zanim zacznę wzdychać, pochwalę się wyróżnieniem, za które ogromnie dziękuję magbod :)


dobra, to teraz mogę sobie powzdychać i posapać -_-
miałam dziś wielkie plany zrobienia kupki zdjęć w moich tworach (nie ma ich wiele, ale zdjęć mogło do nich być)

Zaczęło się od tego, że wczoraj zafundowaliśmy sobie nowy aparat ^^
no a jak już jest w końcu czym to można sobie poszaleć.

na pierwszy rzut moja nowa czapeczka z wełny Merino (inter-fox), poszły na nią niecałe dwa kłębki włóczki.
A teraz powód mojego wzdychania,
za Chiny nie mogłam zrobić sobie zdjęcią -_- jedyne wyszło mi takie, i tak dobrze, że czapkę mi na nim widać ;D

Poniżej powinny być zdjęcia w szaligatorze, bo się wreszcie do nich zebrałam, ale nie wyszło mi żadne, dodatkowo fret obgryzał mnie cały poranek (9:30 - 12:00) bo chciał wejść do sypialni, a to dodatkowo nie pozwoliło mi się skupić na czymkolwiek, wryy

czy złowieszczość nie patrzy mu dziś z oczu?

na zakończenie, moja maszyna postanowiła być chamem totalnym i odmówiła współpracy, ale ja jej tego nie daruję. Radio w tle zamiast grać "jak człowiek" to szumiało jak tylko nachylałam się nad biurkiem.

jedyne co mi się dziś udało to geterki dla Lutusa ^_^
choć i tak maszyna walczyła o to żeby mi zrobić na złość...


ciekawe co jeszcze dziś zapragnie mnie podobijać, ale na razie chyba się uspokoiło ;P

wyżaliłam się, to teraz mogę już wszystkim życzyć

Szalonego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku !!
dziś rano (11:40) wreszcie dotarł do mnie Lotusik~~
przez te parę ładnych miesięcy zastanawiałam się czy to na pewno był dobry wybór, teraz już wiem, że tak.
Na zdjęciach ta lalka nie wychodzi tak ładnie jak wygląda w rzeczywistości ^^

Na zdjęciach nie widać również że ona jest biała, ale to wszystko przez szalejące dziś słońce i moje żółte ściany ;)

a teraz sesja arrivalowa z fretką w tle~~









Lotus pięknie stoi niezależnie czy w butach, czy bez ^^


bonus: do Lotusa dodany został mały biały "embrion" w coca-colo mikołajowej czapce (ja dalej nie uznaję tej parszywej stylizacji naszego Mikołaja na tego wykreowanego przez coca-cole Santa Clausa)

acha, Lotus nie ma jeszcze swojego własnego, prywatnego imienia, poczekam z tym do przyjazdu jej docelowych oczek :3
a "embriona" położyłam sobie na monitorze, bo jest tak paskudny, że aż słodki -_-
Wreszcie zebrałam się żeby dokończyć temat zaległości zdjęciowych :)
od następnego postu będą już zdjęcia bieżące, choć może czasami tematyka zaległa -_-

Dziś będzie w pełni pluszowo , a żeby uśpić Waszą czujność, najpierw będzie sennie ^^
bo w końcu każda szanująca się fretka lubi spać ;D




No a jak szanująca się fretka już się wyśpi, to musi jakoś spożytkować nagromadzone pokłady energii.
Wybór Havoca padł na sprzątanie kuchni, no bo przecież blaty przetarte ciepłym futrem są najfajniesze o_o

Najpierw trzeba wprowadzić się w tryb " jestem słodki"



no i jak już się wreszcie ktoś nad tą żywą słodyczą zlituje, można zacząć buszować *^v^*







Przy okazji Havoc poznał kuchennego kolegę "expresa" ;D

podali sobie łapę i fret został spacyfikowany na ziemię, bo się zaczął za bardzo rozbijać -_-

PS.
status Lotusa: zadupiasta Białołęka, bo kurier mnie nie zastał ;D