Powinnam dziś oficjalnie zakończyć Czarnego kwiatka, pokazać zdjęcia na ludziu (jak to mawia włóczkomania ), ale niestety wyszedł mi o rozmiar za duży i postanowiłam podjąć walkę o jego zmniejszenie.

Po drodze trafił nam się remoncik przedpokoju i kawałka łazienki(ostatecznienie tego co planowaliśmy, ale to już całkiem inna historia)



Na pocieszenie chciałam zrobić zdjęcie gotowemu Kwiatkowi, a że przypałętał się bonus i doszczętnie zrujnował mi rozplaszczony na chodniczku sweterek, więc sesja będzie dłuższa i pluszowa ;)









miłego weekendu~~
Jakiś nie bardzo odległy czas temu (jak na moje możliwości), zapragnęłam podjąć kolejne wyzwanie bazujące na wzorze Kim Hargreaves i zrobić sobie sweterek Blossom. Nie zawiodłam się ^^ prucie moich niedointerpretowanych pomyłek znacznie wydłużyło mi walkę. Ale już jestem na finiszu. Jeszcze tylko doszyć rękawki i przekonam się ostatecznie co mi wyszło.
A na razie dowód na istnienie wyżej wymienionego Kwiatuszka ;) Kwiatek jest nieco upstrzony włosami, ale to dla tego, że ostatnio szyłam z uporem maniaka futerkowe peruki, a to generuje owłosienie walające się po całym mieszkaniu :/


~***~

Dzięki obiadowym zachciankom męża dowiedziałam się co to jest Ratatouille. I z lubością powtórzę to nowe doświadczenie kulinarne chyba nawet w tym tygodniu. Bo danie to jest polecane na upały, mimo że podaje się je na gorąco ;)
Przepis można znaleźć tutaj.


~***~
W moim lalkowym światku też nie dzieje się zbytnio nic ciekawego. Vlad wyjechał na dwutygodniowy urlop na Ursynów, I tak chwilowo nie mam dla niego czasu, bo zamierzam zafundować mim żywicznym pannom Spa i odnowę biologiczną ;)
Riza w obecnej formie (będę ją poprawiać na twarzy) pręży się w jednym z moich futerkowych tworów, który już zmienił właściciela, a ja dzięki niemu mam za co zrobić sobie kolejną plombę w zębie ;P

A wakacyjne Spa jako pierwsza odwiedzi Jankowa Lacrimosa.

Zafundowałam jej wczoraj sesję rozbieraną - i to dosłownie - a teraz leży sobie biedulka w miedniczce i czeka na wyszlifowanie szwów na żywicy i nowy makijaż.

Życzę wszystkim miłego dnia, a ja zbieram się do dentysty v_v
Poprzednio zapomniałam napisać jak Havoc przetrwał podróż. Udało mi się to głównie dzięki zamrożonemu wkładowi chłodzącemu owiniętemu w szmatkę. Spał całą drogę w transporterze przytulony do tego. Miał też dostęp do wody.
Przez cały ostatni tydzień w sumie podczas upałów spał w lekkim przeciągu (jeśli w ogóle był jakiś ruch powietrza) za drzwiami przytulony do zmrożonego wkładu.

A teraz sprawozdanie ze Skarżyska i okolic :)

~~ przydomowe podwórko ~~
Nieco podwórka koło domu, mało bo niestety większość fretkowania była nocą, gdyż w dzień zwierzę protestowało wszystkimi czterem łapami przed wyjściem na ten skwar.
Nie dziwię mu się ;)

A to nowy żywiczny mikro mieszkaniec Hell (a)
Czy ja nie groziłam w zeszłym roku, że kupię sobie na urodziny pukipuki?








~~kamień michniowski~~

Ponieważ genetyka miała w moim przypadku inne plany niż umiejętność snucia opowieści, a Michniów, z którego nasza wycieczka startowała, ma bogatą i krwawą historię odeślę zainteresowanych do wikipedii żeby poznać chociaż jej namiastkę.
Natomiast sama wstawię zdjęciowe sprawozdanie.

Mauzolemu w Michniowie




Niebieskim szlakiem wkroczyliśmy do rezerwatu przyrody - Kamień Michniowski.
Komary szalały wokół nas szczęśliwe, że przyszła świeża krew, a za razem nieszczęśliwe, bo ta świeża krew spryskała się szczelnie sprayem na komary.



Kamienie na szczyciku, właściwie to głazy ;P





Mineralne Gran CinZano ^^ czyli mineralka w szmacianej lodówce do szampana, genialne rozwiązanie przy tropikalnych temperaturach.




Przerwa śniadankowa przy Burzącym Stoku


Mini piaskowe jacuzzi


A tu już dalsza część trasy

na koniec czekało nas godzinne wyczekiwanie pociągu na dworcu w Suchedniowie, bo mieliśmy za dobre tempo :D






Druga wycieczka była bardziej lokalna, bo i zaczynała się i kończyła w Skarżysku.

~~Bernatką Pogorzałe~~

Start zalew Bernata, żółtym szlakiem prujemy po gorzałę ;P tfu tfu na Pogorzałe i staczamy się ponownie do Skarżyska






Śniadanie i walka z komarami i nasz nieśmiertelny Gran CinZano ;P

Człapiemy, człapiemy gęstym lasem. Człapiemy, czła......eeee.... gdzie się podział las?


Oto nowa lepsza, szersza E77.... samochody będą miały lepiej, a że żółty szlak właśnie został zrównany z ziemią to już nikogo ni obchodzi. ;_;


Przedarliśmy się prze E7 i zgubiliśmy się zupełnie, bo szlak przemalowali na takie drzewo, którego nijak nie widać na pierwszy, drugi, trzeci..dziesiąty rzut oka.

Ale na jedenasty już go było widać i tak doczłapaliśmy na Pogorzałe a potem do domu~~

A tu bonus z młodości, rzepy mua ha ha ha ha


Część zdjęć jest autorstwa mojej ukochanej cioci, która dzielnie przewodniczyła naszym wojażom :) a tu trochę bardziej wypasiona galeria

no i zaczyna się kolejny tydzień~~