Przede wszystkim dziękuję Wszystkim bardzo za życzenia :*

 ~  .  ~

A dziś wpadłam pochwalić się moim nowym kotkiem ^^

Zdjęcie poranne komórkowe


Kotek ma dźwięczne imię "rana cięta na opuszku palca" i wykonałam ją wczoraj wieczorem zgrabnym ruchem ( szybszym niż oko) za pomocą moich ukochanych, ostrych nożyczek do obcinania nitek ^^

po zdjęciu kotka z palca, palec ów przypomina inspirację mapetami i uśmiecha się radośnie ;) (na szczęście niezbyt głęboko)
ech i jak ja teraz będę lalki malowała ;___;

;)



tak tak, jest taki program, no bo przecież nie o sobie mówię ;)

Odkąd w podstawówce przeczytałam wspaniałą i pouczającą książkę "Chłopak na opak/ Raz gdy chciałem być szlachetny", wyrył mi się w pamięci bardzo mądry i praktyczny cytat (chyba z chłopięcej łazienki)

" mądrzy ludzie żyją w brudzie "

Nie twierdzę tu, że od razu należy sobie robić syf w domu i wzywać na pomoc nasza polską panią Rozenek.
Ale prędzej by mi zaszkodziła sterylna czystość w mieszkaniu niż trochę kurzu i nie myta co 10minut podłoga w kuchni.

No a wracając do domo paniowania, to chwilowo mi to nie grozi ;(

Ale na pocieszenie z okazji mojej dzisiejszej 30teczki. Wiecie, że mnie ta zmiana cyferki z 2 na 3 jakoś zupełnie nie ruszyła? W sumie to w ogóle nie czuję zmian :3
A wracając do pocieszania. Więc na pocieszenie nauczyłam się składać ręczniki na modłę Anthii Turner :3

A w ogóle oglądając pobieżnie obie Perfekcyjne Panie, zauważyłam pewną różnicę, zresztą dość zasadniczą.
Anthea jest maniaczką naturalnych środków czyszczących, ocet sok cytrynowy, soda itp to jej powszechne środki walki z brudem. Natomiast nasza polska odpowiedniczka jest już Panią na sponsoringu i uwielbia ręczniki Foxi i produkty Cif ;)  [ci producenci niestety nie sponsorują mojego bloga, a szkoda]

Dla tego raczej nie pojawią się tu oceny środków chemicznych(brak sponsoringu), a mam parę ulubieńców i parę bubli "wspomagających" zasprzątaną panią domu ;)

To idę poić się procentami i karmić cukrem, w końcu nie co dzień ma się 30tkę :3
było gradobicie ^^

Janek upolował dwie sztuki z balkonu



Chwilowo poza wegetacją popracową walczę jeszcze z paroma rzeczami, więc robótkowanie śpi. Zastanawiam się czy to przez to, że rzeczywiście mam co robić, czy po prostu zniechęca mnie fakt, że próbka którą zrobiłam może być niewymiarowa ;P
Na tygodniu muszę się zmotywować i ją wymierzyć....

A teraz smaczniejsza część.

1. ciasto.
Przekonana przez Brahdelt że nawet kaloryczna tarta nie ma kalorii ;)
upiekłam to cudo w wersji truskawkowo - jagodowej .
Najpierw zaskoczyła mnie pozytywnie konsystencja surowego ciasta, taka aksamitna~~ a potem smak. No po prostu Mniam ^^
Na pewno do niej wrócę za jakiś czas~~ przy okazji mój nowiutki nabytek zwany filiżanką do kawy ^^


2. moje roślinkowe mniam.
Nigdy nie byłam amatorką roślin kwitnących, zawsze mnie satysfakcjonowała ich zieleń i oznaki życia.
Dla tego uwielbiam mojego winobluszcza na balkonie, bo jemu nic chyba nie zaszkodzi.

Ale przejdźmy na ogródek jadalnej roślinności.
Zaczęło się od zestawów nasionek z Ikei, przy których sianiu wykazaliśmy się totalną amatorszczyzną, potem dałam ciała przy kilku innych nasionkach, aż wreszcie się nauczyłam, że nasionek nie przywala się "toną" ziemi. A tabletki torfowe stały się moją drugą miłością :3

Dziś tylko moje ukochane maleństwa, bo reszta zdjęć jakoś mi nie wyszła ;___;
Mój młodziutki groszek cukrowy (zasponsorowany przez Brahdelt: dzięki :*)

 Mięta (kurcze nie pamiętam jaka), jedna z ofiar mojego amatorskiego podejścia do siania.
Na szczęście jakoś biedula ciągnie i odkąd zyskała porządną doniczkę, to zaczyna powoli korzystać z życia.

 A tu moje najmłodsze dziecię. Tymianek ^^


Podsumuję sobie tą zieleninkę na przyszły rok:

1. nie przysypuj nasion wysypanych na tabletce torfowej ziemią.
2. tabletki w otoczce są fajniejsze, ale te w doniczusiach mają większy urok ;D
3. nasionka lubią wilgoć
4. nie zapomnij ich podlewać jak już się zmienią w rośliny, bo ci umrą z nienacka
5. podpisuj co siejesz, bo potem odkryjesz jakąś tajemniczą roślinność, którą nikt nie jest w stanie zinterpretować, a pachnie jak młoda marchewka ...

Jak ja uwielbiam świeże zioła :3

a na deser zaspany bonus:

Fretka w ciemnym kącie.

Czyli Ursynalia 2012 !!!



Mam wrażenie, że ta impreza rozkręca się z roku na rok coraz bardziej. Juwenalia Politechniki i UW stoją w miejscu, natomiast SGGW szaleje aż miło ^^

Jakby nie patrzeć, udało się ściągnąć takie sławy jak Slayer, Nightwish, Limp Bizkit, i kilka innych.

A mi się i tak najbardziej podobał Jelonek ;) Facet  potrafił publikę skłonić do dwóch ścianek śmierci pod rząd,
 a na koniec do wężyka. No weźcie metale sunący wężykiem pod sceną? Niecodzienne :3
wężyko dowód






Ciekawe co będzie na Ursynaliach za rok ^^
A teraz czas wrócić do normalnej codzienności. Wcale w sumie nie takiej szaro-burej na szczęście. Choć pogoda dalej nie pieści.... POGODO!!!! JEST KURDE CZERWIEC!!!!!

* Jest Dosco, Jest wszystko. to też Jelonkowe ^^
Odkąd wyprowadziłam się do Warszawy zatraciłam instynkt sezonowy. Do tego stopnia, że przez parę lat zaskakiwały mnie truskawki w maju.
Truskawki przestały mnie już na szczęście zaskakiwać, jakoś tak ni ziębią mi ni grzeją.

Tu dygresja:
jak ktoś przez lata wciągał truskawki i maliny z krzaka, to takie przegrzane z bazaru/ulicy nie są już rarytasem.

Za to moja sezonowa uwaga wiosenną porą nastawiona jest na ZIELONE SZPARAGI~~~~
Choć świeżutkim szpinakiem tez nie pogardzę ;)

Szparagowy sezon chyba powoli się już kończy, bo ceny znowu kicają w górę,  ale ja się nie poddaję i mam zachomikowaną porcję na jeszcze jeden obiadek.

No zobaczcie jak one pięknie wyglądają :3


a takie upieczone w cieniutkich plasterkach szynki/boczku z ziemniaczkami mogą kraść moje serce nawet co tydzień~~


Wczoraj praktycznie zakończyliśmy lektorat z japońskiego. Praktycznie, bo teoretycznie to są jeszcze 2 zajęcia. Na których planowany jest jakiś film :(




Polityka lektoratowa w trakcie roku akademickiego na UW to jednak nie jest najlepsze rozwiązanie dla człowieka pracującego, a już nie uczącego się, więc pozostaje Uniwersytetowi powiedzieć PA PA...
Kursy wakacyjne też wystawiły nas godzinowo dupą do wiatru.
Czasami to mam wrażenie że te Intensywne Kursy Wakacyjne, to bardziej kara dla Szkoły języków wschodnich UW, niż forma zarobku i chęci kształcenia ludzi, bo chyba taka zawsze była idea uczelni, kształcić ludzi? No nie?
Pozostaje nam klapnąć na tyłkach z mężem i wiedzę nabytą w trakcie ostatniego roku rozbudować i umocnić. A od października szalejemy dalej~~.

A jutro Ursynalia. trzy dni wycięte z życia, ale za to pełne muzyki i dobrej zabawy ^^

buziaki :*
Wzięłam się w garść po tym jak zobaczyłam datę mojego ostatniego postu(posta?)....

Nie mogę tak żyć, kiszę tyle zdjęć na aparacie, a  wszystko przez szalik....

Tak. Szalik. Nie miałam mu czasu zrobić zdjęcia, więc pewnego mroźnego poranka przed wyjściem do pracy wzięłam komórkę w garść i wymęczyłam nią kilka zawiniętych zdjęć.
I tak od tych wielkich mrozów nosze te zdjęcia w telefonie, nie pisze nic na blogu, bo mi głupio że nie wrzuciłam zdjęć szalika i takie mi wyszło zakręcone kółko umartwiania....

Niedługo czerwiec, właśnie zabieram się za próbkę na letni sweterek, a szalik nade mną wisi...

Czas odhaczyć ten epizod w moim życiu. Oto i one!!!! zdjęcia komórkowe mojego szalika (oponki? )


Od razu napiszę co z nim i jak :3
Bo już przecież raz go robiłam.
Tym razem okroiłam go o jakieś 50-60 oczek o ile pamiętam i z całej tej operacji wyszedł mi owijacz akurat na dwa zawinięcia i jeszcze kłębuszek wełny gratis ;P
jest to 100% wełenka, więc skubaniec służył mi dzielnie w czasie mrozów i jestem przeszczęśliwa, że go mam. Jedyny mankament. Jak mi zawilgł od oddechu, to przez pierwsze 3 dni niemiłosiernie śmierdział zmokłą barwioną owcą ;D

No, to teraz mi już lepiej, mogę znowu zacząć prowadzić bloga, lalki wydzielę do drugiego bloga, który obecnie też śpi. Ech te plany~~ oby nie wzięły w łeb.

A teraz wracam do pracy i nauki japońskiego, bo w środę mam test końcowy z lektoratu.

Squirk - ta moja maszynka to jakiś niezbyt wyszukany model firmy KingHoff, raczej też nie włoski. Choć tez czytałam, że włoskie są najlepsze.
Powiem tak, ciasto wałkuje super. Robię nim pierogi, gyozy, makaron (nitki, lasagne), faworki.
Makaron tnie tak sobie, choć jak się nieco podsuszy ciasto , to już sobie wtedy radzi.
Minusy: jak ciasto przejedzie po samiutkim brzegu wałków, to zostaje na nim czarny ślad smaru(bo same wałki nie brudzą i niczym nie sypią, jak to demonstruje jeden producent). Jeszcze czasami wypada mi korbka, bo ma za luźne mocowanie.

Nie będę się bardziej rozpisywała, bo trzeba coś zostawić na później ;)

buziaki wszystkim, którzy jeszcze pamiętają o istnieniu tego bloga i go nie pokasowali z RSS'a i Bookmarków ;)  :*:*