zamotane, rude cudo i wyszeptany sweterek

po kolei (a może i nie)
w poniedziałek dotarła do mnie paczuszka z zamotanego :D
przyszedł zapasik kłębuszków na ciuszki wiosenne.

Kaszmir jasna oliwka (zanim zdążyłam zrobić zdjęcie juz go sobie napoczęłam :D)
jeszcze nigdy nie robiłam nic z czystej cienkiej wełenki (stres) ale jest fajnie :D

a z tych trzech kłębuszków powstanie właśnie mój wyszeptany sweterek czyli Whisper Cardigan.
na razie posiadam imponującą wręcz część rękawka (szuram z nim na rowerze)
 
już się nie mogę doczekać końca, bo jest to jedna z nielicznych rzeczy, na które zachorowałam.

z zamotanych przypocztowała się do mnie jeszcze Luna
(odnoszę wrażenie, że ostatnio wszyscy kupują Lunę akurat w tym kolorze, ale może to tylko moje wrażenie)
nie wiem na co będzie, ale na pewno to coś kiedyś powstanie :D

Wykupiłam też cały zapas Kaji (całe 2 sztuki)
raczej z czystej ciekawości niż ku jakiemuś celowi ;P

 do całości dorzuciłam jeszcze zatyczki do drutów i liczniczek, a w prezencie znalazłam igły do włóczki :D fajnie

Havoc też był szczęśliwy z powodu przesyłki i od razu przywłaszczył sobie kopertę ;)

odsypiał potem szaleństwa termofor słodziachny ;)




Wracając jeszcze do sklepów, to mama ostatnio zamawiała włóczkę w Basiorze, paczka od momentu wysłania przyszła w ciągu doby, ale moment wysłania nastąpił tydzień po złożeniu zamówienia.... co uważam za lekką przesadę :/
no ale będę o tym pamiętała w przyszłości.

Na deser pokażę obecny stan mojego rudziaka ;)
bo uczyłam się dziś współpracy z samowyzwalaczem (co człowiek musi się nacierpieć jak ma za nisko stół) .
zrobiłam kołnierz i przerzuciłam swoje druty na rękaw

zdjęcia są krzywe, bo (zupa była za słona) pogódźmy się z tym, mój aparat ma krzywą obudowę ;D

Dwie odsłony kołnierza(zwisają mi druty, kupa sznurków itd. ale tak to już jest w robótkach in progress)

a teraz idę zrobić obiadek, bo burczenie w brzuchu zagłusza mi już myśli

10 komentarzy:

  1. In progres czy nie w progresie, ale wygladsz świetnie, bardzo ładnie Ci w tym kolorze, czekam niecierpliwie na cią dalszy

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam ten Kashmir, tylko granatowy, co mną kierowało, kiedy go kupowałam, nie wiem... Nitka świetna, tylko ten kolor...
    W Basiorze kupowała ostatnio Dagny, i też czekała tydzień, warto zapamiętać, że to taki dziwny sposób realizacji zamówień.
    Dropsowy zapowiada się bosko, na jego widok znowu chce mi się pomarańczowej włóczki! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie przypuszczalam,że pomarańczowy sweter,nawet w fazie wstępnej tak wpadnie mi w oko. Ten kolor,podobnie jak różowy tolerowałam tylko w naturze. A teraz mnie zachęciło. Ciekawe jak w takich barwach prezentowałaby się "zimna blondynka"? Aż chyba sobie gdzieś coś podobnego do lica przyłożę i sprawdzę :))). Apetyczne bardzo.
    Pudrowo-różową Lunę też zakupiłam.W ramach zaprzyjaźniania sie z różowym właśnie. Narazie leży,ale zaczepiam o nią wzrokiem notorycznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to jest z tym Kasmirem gryzie czy nie? Kolor na fotce ma niesamowicie apetyczny - koajrzy mi się bardziej z pistacją niż z oliwką.Wdzianko na Tobie zapowiada się na równie wspaniałe jak pierwowzór (też wielkrotnie miałam chętkę a jak), Ty we wdzianku wyglądasz promiennie niesamowicie - strasznie mi się na tych fotkach podobasz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kath, ten kaszmir w zależności od oświetlenia oscyluje między groszkiem a oliwką :D
    a czy gryzie? jeszcze nie wiem, jak się pocierałam motkiem to mnie nie gryzł, a sweterka mam niestety jeszcze za mało, ale sprawia wrażenie raczej nie gryzącego :D
    (dużo tekstu zero konkretów...)
    jak zrobię rękaw to zacznę się nim miziać i zdam relację :D

    Dziabnięta, ja też kupiłam różową Lunę, żeby zaznajomić się z tym kolorem, bo do tej pory różowy mnie odrzucał. Jak przechodzę przez dział z ubrankami dla małych dziewczynek, to mnie ciarki przechodzą. Zobaczymy jak to się rozwinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O! Też tak masz na dziecięcych działach?? Do tego różu jeszcze kwiatuszki...dużo kwiatuszków...I potem się dziwić,że się smarkateria na Dodzie wzoruje.
    Moja córa długie lata ubiarana była w ogrodniczki,sukenki kupowała jej babcia i ubierała w nie w tajemnicy. Nie dlatego,żebym ja wrogiem sukienek az takim była,ale wtedy panowała cygańska moda. Było albo w turkusie ,albo w różu ,z potężną ilością falban plus błyszczące dżety. Makabrrra. Z dziką satysfakcją ciągłam dziecię w tych cudownościach w kałuże ,doły oraz gęste zagajniki. Dwie chmurko -bezy zniszczone do szczętu wystarczyły i babcia się poddała :))
    Się rozgadałam.
    I jak Ci to zaznajamianie się z kolorem przebiega?

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziabnięta, właśnie zaplułam sobie klawiaturę serkiem białym he he he :D
    Moja koleżanka ubiera córkę w chłopięce ciuszki, bo też nie może znieść dziewczęcej "mody".

    a moje różowe leży koło monitora żebym się przyzwyczaiła ;P
    W tym różu podoba mi się jego niemajtkowość i taki stonowany przydymiony kolor.:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Róż różowi nie równy. Barbiowatego różu nie znoszę. Na dziewczęcych zabawkach włosy na plecach staja mi dęba.Pszczołę w różu uwielbiam. Najbardziej zestawionym z khaki- rewelacja:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech, Dziabnięta... Dziecieciem będąc uwielbiałam falbany, falbanki, wstążeczki i takie tam księżniczkowe, choć ubierano mnie w takie niezwykle rzadko, jedynie w razie usilnych nalegań.
    Na mózg mi się chyba nie rzuciło, bo teraz tylko estetyka zen... (a moze to taki detoks). Marzę o prostym swetrze w szarym kolorze.

    OdpowiedzUsuń
  10. kaszmir ma przepiękny kolor, już mnie ciekawi produkt końcowy :)
    co do Luny to chyba masz dobre spostrzeżenia, można by powiedzieć, że różowo nam :D
    u mnie leży pół kilo Kaji w łososiowym kolorze bez pomysłu, jak coś wymyślisz chętnie skorzystam
    w rudym Ci do twarzy, będzie świetny sweterek

    OdpowiedzUsuń