moja wina, moja wina....

a właściwie to moja i męża :)

a jaka wina? a porzeczkowa  ^ __ ^

Dzięki moim kochanym rodzicom udało nam się zdobyć 10kg czarnej porzeczki.
I od wczoraj przerabiamy ją na wino domowe.

I tu znowu zaprzęgliśmy kitchen aid'a do pracy. I jego całkiem niezłą przystawkę do przecierów.
- przystawki. trzeba było ją co jakiś czas gruntownie czyścić, bo się zapychała resztkami (a może to wina drobniutkich pesteczek?).
+ wytłoki były suchutkie ^^ a i tak mąż zrobił z nich esencjonalny kompot siekierę ;P





teraz przecier leżaczkuje sobie w balonie z wodą i cukrem i czeka aż zastartują drożdże :3
Uwielbiam wina domowe :D

PS. kotek już się zagoił, będę miała lekko uśmiechniętego palca ^^ i kolejne doświadczenie w konwersacjach ranowych ze znajomymi  hehe

2 komentarze:

  1. Ech a któż ich nie lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia. Życzę owocnej fermentacji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń