Dziś czysto lalkowo, choć z nutką robótek ręcznych w tle (jak zwykle)
Cały weekend walczyłam dzielnie z jedną paczką owłosienia, które zakupiłam ;)
Na pierwszy ogień poszedł platynowy blond, którego w ogóle nie nie planowałam, ale że był w promocji to go wzięłam na eksperymenty.
I dobrze zrobiłam, bo z braku doświadczenia wyszedł mi za płytki czepek, który w trakcie doszywania włosów jeszcze spłyciał (nie mam zbytnio pojęcia czemu)
obecnie peruka jest zamocowana na taśmę dwustronną, żeby nie spadała....
włosy z których robiłam tą perukę są przeznaczone na dredy i warkoczyki, więc są, że tak ujmę sianowate, ale jeśli ktoś jest amatorem barokowych fryzur, to są niezastąpione.

może popracuję nad nimi jakimś żelem do włosów( to trochę zmniejszą objętość) w końcu to peruka eksperymentalna ;)

a teraz sesja o dźwięcznym tytule

jeśli nie chcesz mojej szopy, krokodyla daj mi złoty
czyli wybudzona Riza ^^











jak widać, jedni mają misie, inni pieski a Riza ma krokodyla ;)
Zacznę dziś na słodko :)
No bo w tym tygodniu czwartek był jakiś taki tłusty ;)
a że akurat wtedy wybierałam się do Brahdelt na obmacywanie jej żywicznych kobiet, postanowiłam rozszerzyć swe kulinarne umiejętności o ciastka smażone na głębokim tłuszczu :)

I tak właśnie powstała, krowiej wielkości, armia przymałych oponek ;D
zmontowana na bazie tego przepisu.

Autorka miała rację, pierwszego i ewentualnie drugiego dnia są chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, a potem są już tylko chrupiące ;) ale i tak są super

~ *** ~
wprowadzam znacznik do oddzielania wątków, brakowało mi go zawsze

Jak to się mówi - potrzeba matką wynalazków, u mnie potrzeba była matką odświeżenia wiedzy frywolitkowej, ale to tylko szczegół ;)
Muszę przyznać, że chwilę mi zajęło ustalenie faktu jak się plącze supełki, ale jak już to opanowałam nic nie stanie mi teraz na przeszkodzie do ponownego powrotu do tej techniki ;)


A powód frywolitkowego wznowienia był dość prozaiczny, potrzebne mi było coś na lalkową szyję ;D
Ech, mała rzecz a cieszy


~ *** ~

Przy okazji daję dowód życia mojej drutowej torby, muszę do niej w końcu przysiąść... bo wisi tak nade mną, jak jakieś mroczne widmo... (właśnie zauważyłam nogę Rizy ;D )


~ *** ~

A tu się zaczyna nowy rozdział mojej zabawy lalkami, czyli robienie własnych peruk.

Jak się dziś sprężę to może wieczorem wrzucę owoc mojej weekendowej dłubaniny ;)

A na razie wracam do pracy -_-
Studenci mają sobie teraz sesję, to i ja nie chciałam być gorsza i sobie małą sesyjkę strzeliłam ;)

ale najpierw wytłumaczę skąd wziął się śnieg w mojej wannie, bo sądzę, że to niektórych zaintrygowało ^^

otóż, nachalne opady śniegu zasypały nam okna połaciowe, a następnie sobie na tych oknach przymarzły i odcięły dostęp do światła....
udało nam się dobić do jednego z tych okien i żeby nie zwalić komuś bryły lodu na głowę/balkon, przenieśliśmy całą powierzchnię okna do wanny, i to jest cała niezbyt magiczna prawda. Ale co fret miał radochę, to miał :D

A teraz moja sesyjka popołudniowa ;)
była robiona przy resztkach światła dziennego i była przy tym potwornie głodna (ta zima ma na mnie zły wpływ)

Przy okazji Riza prezentuje swoje nowe wdzianko ;)







bonusowo - Havoc bez lampy, z ISO 100 ;D - czyli fretka w ruchu



a tu już w bezruchu ;D


i bonus drugi czyli Ryszarda Ochódzka - makeup eksperymentalny ^^




Zima nie jest taka zła, jak się wydaje.
Są tacy, dla których to doskonała zabawa i kupa radochy.
Szczególnie kiedy jest to prywatna kupa lodu i śniegu, na której nie ma tłoku i którą można zwiedzać i przekopywać do woli ^^
Więc czemu się powstrzymywać. Rozpęd, skok i szalejemy :D










a to większy rzut na na prywatny lodowiec Havoca


a teraz bonusik
lodowiec na żywo (może się trochę wolno ładować)


ponieważ moje posty ostatnio są nieco chaotyczne, nie będę się i dzisiaj wybijać :)
jak zwykle robię 10 rzeczy na raz, ale przynajmniej widzę w tym jakieś wizualne postępy

zarzekałam się ostatnio, że drutów nie porzuciłam (wbrew pozorom) i proszę oto wieczorny owoc oglądania seriali ;)
Wygląda jak kwadrat w paski, ale tak na prawdę jest to jeden z boków torby, którą wreszcie postanowiłam zrobić, Mój kwiaciaty Diversebag powoli zaczyna mi sugerować , że powinien wreszcie odpocząć, a że nie mogę nigdzie znaleźć czegoś praktycznego (nie mam zamiaru tachać co dziennie laptopa na jednym ramieniu). Ciekawe czy się wyrobię przed końcem sezonu zimowego ^^


Na drugi ogień idzie dziś fret, który ostatnio ubździł sobie że mięso najlepiej smakuje podane ręką, a nie z miski, ale ja go przewalczę, burżuj jeden ;D

A teraz, by dzień był trochę bardziej zjadliwy, mimo szarawej pogody za oknem. Odrobina magii~~
Magii jaką oferuje nam Carrefour O_o

oto koszula , na pozór nie ma w niej nic magicznego, taka zwykła bawełniana

a jednak, Carrefout potrafi pokazać, że to co widzimy nie koniecznie jest prawdziwe, taka marketingowa iluzja
bo 100% bawełny wcale nie świadczy o tym , że koszula jest bawełniana w 100%.
100% bawełny znaczy tak na prawdę, że te 35% bawełny, który tak na prawdę jest w tej koszuli, to na 100% bawełna -_-

a to już pozytwyniejsza strona Carrefoura, 5 par skarpetek za nieco ponad 5zł, idealne na skarpetki dla lalki :D

a na koniec odrobina dollfie.
A mianowicie Riza dostała grzywkę.
Po 2 dniach walki z peruką firmy Dollzone i ciągle widoczną siateczką do której przymocowane są włosy, okazało się to jedynym wyjściem. Chyba zresztą nienajgorszym :)
Przy okazji odkryłam brutalną prawdę, że nożyczki do cieniowania włosów (takie z grzebyczkiem) nie nadają się do sztucznym włosów, bo je miażdżą i zaginają....
Ale błąd ten szybko naprawiłam :)


przez ten tydzień odpoczęłam sobie trochę od maszyny, więc może w przyszłym znowu zabiorę się za szycie czegoś lalkowego :)
Wczoraj odwiedziły nas Brahdelt z Rori (Rysiek niestety nie zmieścił się do torby ^^ )

my sobie zaczęłyśmy plotkować przy winku i ciachu, a Rori z Rizą (imię zostaje) nieśmiało się zapoznawały
blablały sobie o czymś tam po cichu, więc przestałyśmy na nie zwracać uwagę



w pewnym momencie usłyszałyśmy szum sukienek i dziewczyny już nie plotkowały ;)


i zostaw tu lalki sam na sam ;) ech~~

Przy okazji spotkania korzystając, że panny miały inne ciała i inne stopy, za eksperymentowałyśmy obuwniczo
i Rori - stare ciałko + stópki do obcasów - dostała wysokie glany Rizy,
a Riza - nowe ciałko + płaskie stopy - dostała buty na obcasie Rori.
I o dziwo obie stanęły :D
a potem Rori gdzieś poleciała ;)

Spotkanie było bardzo fajne, a następnym razem ja biorę Rizę pod pachę i suniemy oglądać Rudzielca lecącego właśnie z Chin :)

bonusik na dziś:
Riza w kupko-fryzie ;)
strasznie mi się ta fryzura podoba, niestety szybko się rozpada....

PS. ubranie Rizy zaprezentuję oficjalnie jak je dokończę ;)
PS2. tak tak, pamiętam jeszcze co to są druty, nie porzuciłam ich, ale chwilowo jestem w trakcie myślenia nad spożytkowaniem zalegającej włóczki


Szysza - lalka bjd w rozmiarze SD(60cm) to koszt pi razy drzwi ok 2000zł
a właściwie futrzastym ;)
sesja 2 w 1 = fret + czapka
(to ta sama czapka co w poprzednim poście)






wełna: Merino inter-fox
kolory: 14777 i 14775
ilość: po niecałym kłębku z każdego
druty: nr 4

a teraz dodatek dla niecierpliwych:
Lotus ( która chyba będzie miała na imię Riza, bo jakoś tak mi pasuje ;) ) w stanie tymczasowym, czyli w mojej twórczości (do której się dopiero przyuczam)




jutro wracam do walki z tkaninami, czyli nauki szycia ubrań dla lalki ;P
trzymajcie kciuki