Nie czujecie się jeszcze za lkowani?
to proszę bardzo, dziś też będzie Riza.

Wczoraj listonosz dostarczył mi łaskawie do skrzynki awizo.
Dziad wie o której wracam, a żeby nie wchodzić na trzecie piętro to przyjeżdża wcześniej.
Dodatkowo dziadowi nie chce się chodzić codziennie i paczka priorytetowa dotarła do mnie po sześciu dniach....
poszłam dziś na pocztę i na druczku do podpisania znalazłam błąd w nazwisku, zresztą taki sam jak na awizo, a że na paczce było wszystko poprawnie, to na całą pocztę wyraziłam swoje zniesmaczenie, że poczta nawet nie umie poprawnie nazwiska napisać, gdybym od razu zauważyła, że paczka jest priorytetem (bo nie byłam pewna) to jeszcze bym dodała, że dostarczanie priorytetu w 6 dni to zdzierstwo i naciąganie klienta na opłatę za niewykonaną usługę, ale co tam satysfakcję z nazwiska mam ;)

a co było w owej paczce? włoski~~
a dokładniej peruka firmy Leeke w kolorze winnym, z pięknymi acz potwornie łatwymi do poplątania lokami. rozmiar 8-9 cali
Riza zrobiła się dużo mroczniejsza, czego zbytnio zdjęcie poniżej nie oddaje.
strasznie mi się podoba w tych włoskach ^^


bonusowo, nowa twarz Ryszardy Ochódzkiej na rudo >:)
te brwi są tak specjalnie za bardzo krzaczaste (nie jest powiedziane, że jeszcze tego nie zmienię, bo bardzo mi się podoba mazanie pędzelkami po żywicy, z czasem może uda mi się nawet coś fajnego osiągnąć)



a teraz biorę się za druty :*

PS. w antyradiu właśnie leci KAT, muszę koniecznie poszukać róż~~
Dziś czysto lalkowo, choć z nutką robótek ręcznych w tle (jak zwykle)
Cały weekend walczyłam dzielnie z jedną paczką owłosienia, które zakupiłam ;)
Na pierwszy ogień poszedł platynowy blond, którego w ogóle nie nie planowałam, ale że był w promocji to go wzięłam na eksperymenty.
I dobrze zrobiłam, bo z braku doświadczenia wyszedł mi za płytki czepek, który w trakcie doszywania włosów jeszcze spłyciał (nie mam zbytnio pojęcia czemu)
obecnie peruka jest zamocowana na taśmę dwustronną, żeby nie spadała....
włosy z których robiłam tą perukę są przeznaczone na dredy i warkoczyki, więc są, że tak ujmę sianowate, ale jeśli ktoś jest amatorem barokowych fryzur, to są niezastąpione.

może popracuję nad nimi jakimś żelem do włosów( to trochę zmniejszą objętość) w końcu to peruka eksperymentalna ;)

a teraz sesja o dźwięcznym tytule

jeśli nie chcesz mojej szopy, krokodyla daj mi złoty
czyli wybudzona Riza ^^











jak widać, jedni mają misie, inni pieski a Riza ma krokodyla ;)
Zacznę dziś na słodko :)
No bo w tym tygodniu czwartek był jakiś taki tłusty ;)
a że akurat wtedy wybierałam się do Brahdelt na obmacywanie jej żywicznych kobiet, postanowiłam rozszerzyć swe kulinarne umiejętności o ciastka smażone na głębokim tłuszczu :)

I tak właśnie powstała, krowiej wielkości, armia przymałych oponek ;D
zmontowana na bazie tego przepisu.

Autorka miała rację, pierwszego i ewentualnie drugiego dnia są chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, a potem są już tylko chrupiące ;) ale i tak są super

~ *** ~
wprowadzam znacznik do oddzielania wątków, brakowało mi go zawsze

Jak to się mówi - potrzeba matką wynalazków, u mnie potrzeba była matką odświeżenia wiedzy frywolitkowej, ale to tylko szczegół ;)
Muszę przyznać, że chwilę mi zajęło ustalenie faktu jak się plącze supełki, ale jak już to opanowałam nic nie stanie mi teraz na przeszkodzie do ponownego powrotu do tej techniki ;)


A powód frywolitkowego wznowienia był dość prozaiczny, potrzebne mi było coś na lalkową szyję ;D
Ech, mała rzecz a cieszy


~ *** ~

Przy okazji daję dowód życia mojej drutowej torby, muszę do niej w końcu przysiąść... bo wisi tak nade mną, jak jakieś mroczne widmo... (właśnie zauważyłam nogę Rizy ;D )


~ *** ~

A tu się zaczyna nowy rozdział mojej zabawy lalkami, czyli robienie własnych peruk.

Jak się dziś sprężę to może wieczorem wrzucę owoc mojej weekendowej dłubaniny ;)

A na razie wracam do pracy -_-
Studenci mają sobie teraz sesję, to i ja nie chciałam być gorsza i sobie małą sesyjkę strzeliłam ;)

ale najpierw wytłumaczę skąd wziął się śnieg w mojej wannie, bo sądzę, że to niektórych zaintrygowało ^^

otóż, nachalne opady śniegu zasypały nam okna połaciowe, a następnie sobie na tych oknach przymarzły i odcięły dostęp do światła....
udało nam się dobić do jednego z tych okien i żeby nie zwalić komuś bryły lodu na głowę/balkon, przenieśliśmy całą powierzchnię okna do wanny, i to jest cała niezbyt magiczna prawda. Ale co fret miał radochę, to miał :D

A teraz moja sesyjka popołudniowa ;)
była robiona przy resztkach światła dziennego i była przy tym potwornie głodna (ta zima ma na mnie zły wpływ)

Przy okazji Riza prezentuje swoje nowe wdzianko ;)







bonusowo - Havoc bez lampy, z ISO 100 ;D - czyli fretka w ruchu



a tu już w bezruchu ;D


i bonus drugi czyli Ryszarda Ochódzka - makeup eksperymentalny ^^




Zima nie jest taka zła, jak się wydaje.
Są tacy, dla których to doskonała zabawa i kupa radochy.
Szczególnie kiedy jest to prywatna kupa lodu i śniegu, na której nie ma tłoku i którą można zwiedzać i przekopywać do woli ^^
Więc czemu się powstrzymywać. Rozpęd, skok i szalejemy :D










a to większy rzut na na prywatny lodowiec Havoca


a teraz bonusik
lodowiec na żywo (może się trochę wolno ładować)


ponieważ moje posty ostatnio są nieco chaotyczne, nie będę się i dzisiaj wybijać :)
jak zwykle robię 10 rzeczy na raz, ale przynajmniej widzę w tym jakieś wizualne postępy

zarzekałam się ostatnio, że drutów nie porzuciłam (wbrew pozorom) i proszę oto wieczorny owoc oglądania seriali ;)
Wygląda jak kwadrat w paski, ale tak na prawdę jest to jeden z boków torby, którą wreszcie postanowiłam zrobić, Mój kwiaciaty Diversebag powoli zaczyna mi sugerować , że powinien wreszcie odpocząć, a że nie mogę nigdzie znaleźć czegoś praktycznego (nie mam zamiaru tachać co dziennie laptopa na jednym ramieniu). Ciekawe czy się wyrobię przed końcem sezonu zimowego ^^


Na drugi ogień idzie dziś fret, który ostatnio ubździł sobie że mięso najlepiej smakuje podane ręką, a nie z miski, ale ja go przewalczę, burżuj jeden ;D

A teraz, by dzień był trochę bardziej zjadliwy, mimo szarawej pogody za oknem. Odrobina magii~~
Magii jaką oferuje nam Carrefour O_o

oto koszula , na pozór nie ma w niej nic magicznego, taka zwykła bawełniana

a jednak, Carrefout potrafi pokazać, że to co widzimy nie koniecznie jest prawdziwe, taka marketingowa iluzja
bo 100% bawełny wcale nie świadczy o tym , że koszula jest bawełniana w 100%.
100% bawełny znaczy tak na prawdę, że te 35% bawełny, który tak na prawdę jest w tej koszuli, to na 100% bawełna -_-

a to już pozytwyniejsza strona Carrefoura, 5 par skarpetek za nieco ponad 5zł, idealne na skarpetki dla lalki :D

a na koniec odrobina dollfie.
A mianowicie Riza dostała grzywkę.
Po 2 dniach walki z peruką firmy Dollzone i ciągle widoczną siateczką do której przymocowane są włosy, okazało się to jedynym wyjściem. Chyba zresztą nienajgorszym :)
Przy okazji odkryłam brutalną prawdę, że nożyczki do cieniowania włosów (takie z grzebyczkiem) nie nadają się do sztucznym włosów, bo je miażdżą i zaginają....
Ale błąd ten szybko naprawiłam :)


przez ten tydzień odpoczęłam sobie trochę od maszyny, więc może w przyszłym znowu zabiorę się za szycie czegoś lalkowego :)
Wczoraj odwiedziły nas Brahdelt z Rori (Rysiek niestety nie zmieścił się do torby ^^ )

my sobie zaczęłyśmy plotkować przy winku i ciachu, a Rori z Rizą (imię zostaje) nieśmiało się zapoznawały
blablały sobie o czymś tam po cichu, więc przestałyśmy na nie zwracać uwagę



w pewnym momencie usłyszałyśmy szum sukienek i dziewczyny już nie plotkowały ;)


i zostaw tu lalki sam na sam ;) ech~~

Przy okazji spotkania korzystając, że panny miały inne ciała i inne stopy, za eksperymentowałyśmy obuwniczo
i Rori - stare ciałko + stópki do obcasów - dostała wysokie glany Rizy,
a Riza - nowe ciałko + płaskie stopy - dostała buty na obcasie Rori.
I o dziwo obie stanęły :D
a potem Rori gdzieś poleciała ;)

Spotkanie było bardzo fajne, a następnym razem ja biorę Rizę pod pachę i suniemy oglądać Rudzielca lecącego właśnie z Chin :)

bonusik na dziś:
Riza w kupko-fryzie ;)
strasznie mi się ta fryzura podoba, niestety szybko się rozpada....

PS. ubranie Rizy zaprezentuję oficjalnie jak je dokończę ;)
PS2. tak tak, pamiętam jeszcze co to są druty, nie porzuciłam ich, ale chwilowo jestem w trakcie myślenia nad spożytkowaniem zalegającej włóczki


Szysza - lalka bjd w rozmiarze SD(60cm) to koszt pi razy drzwi ok 2000zł