Może jak się tym podzielę ze światem, to głupio mi będzie tak zupełnie olać to co próbuję zrobić od jakiegoś czasu ;D

1. czas wrócić do jeżdżenia z drutami

w maju mam wesele brata ciotecznego (chyba bo ja już się pogubiłam w powiązaniach rodzinnych) a czerwcu siostry ciotecznej, czas zrzucić parę kilo, bo sukienki sobie pokupowałam w szczycie mojej wagowej formy, no a ostatnio się trochę sturlałam na jakąś skalną półkę.
Trzymajcie za moje postanowienie kciuki, bo dzięki temu mój tajemniczy twór z rudej Alpiny ma większe szanse na powstanie ;D

2. czas na wiosenne porządki, bo zaczynam się gubić we własnym domu

taa -_- w ciągu zimy zgubiłam mój ukochany stanik i kilka żyłek od knit-pro'ów. Więcej nie zauważyłam, ale tych zgub akurat jestem świadoma ;D
ciekawe co jeszcze cudownie odnajdę. . .

Zima to jednak straszna pora roku, jakoś tak przygnębia i zniechęca do jakiejkolwiek aktywności
ech

Pochwalę się, że przemalowałam Rizę i chyba jestem z niej wreszcie zadowolona, przynajmniej na tyle, że posiedzi w tym makijażu dłużej niż tydzień :D
zdjęcia dorzucę po południu jak wrócę do domciu, bo zapomniałam rano wyciągnąć kartę z aparatu, ech poranki.

bardzo dziękuję atteo za wyróżnienie, jest mi niezmiernie miło :D

no to ruszam do walki ^^
Pasiata torba przeżyła tydzień podróżowania ze mną po Warszawie ze sporym obciążeniem, czyli zasłużyła sobie na to żebym ją polubiła na dobre :)
Fanaberio, z twojego komentarza wynika, że kiedyś była bardziej pożądana nisko wełnowość zakopiańskich swetrów niż teraz ;D czasy się zmieniają, a swetry pozostają wierne tradycji hehe

A ja się pochwalę, że złapałam byka za rogi i zmyłam firmowy makijaż Rizy. Jak to się mówi pierwsze koty za płoty. Ja już machnęłam dwoma miałkaczami ;) i umroczniłam Rizę na tyle, na ile pozwoliły mi umiejętności początkującej malarki ;)
Pierwszego makijażu nie pokażę publicznie, ale drugi już się do tego w miarę nadaje ^^

Dziewczyna w ramach nie siedzenia na biurku postanowiła mi potowarzyszyć przy robieniu na drutach i potrzymać kłębek nieszczęsnej rudej Alpiny.



na razie nie powiem co robię, żeby nie zapeszyć, jedyne co zdradzę to to, że ten rudy pasek na drutach będzie kiedyś sweterkiem ;)

Riza ostatnio nie tylko zyskała nową twarz, ale też dorobiła się ręcznie zmontowanych czarnych włosów.
Jejku, jak ona ładnie wygląda z tą gitarą~~



Havoc olał mnie i zwinął się spać jakby co ;)
Zacznę od pochwalenia się milutkim prezentem od MaroccanMint , jest to bransoletka filcowo koralikowa, której za Chiny nie jestem w stanie samodzielnie założyć ;D ale już ja wyrobię ten zaczep, oj nie daruję mu, żadne zapięcie jeszcze ze mną nie wygrało :) No bo co to za przyjemność, żeby ktoś ci pomagał w zakładaniu biżuterii ;P


A teraz czas na długą i skomplikowaną historię, której finał leży sobie właśnie koło mnie ;)

Dawno, dawno temu, kiedy byłam na jakimś początkowym roku studiów, pojechaliśmy sobie z Jankiem w wakacje do Zakopanego :D
Oczywiście jak to każdy rasowy turysta zaczłapaliśmy na wyroby regionalne typu swetry pod Gubałówkę ;D
i tu szał ciał, wyczesane swetrzyska z owczej wełny z tak małą kasę~~
każdy się natnie ;D no nie?

No i kupiliśmy sobie po swetrze na pamiątkę , tyle tylko, że one nie były z owczej wełny, a z owczą wełną... coś jak z zawartością oscypka w oscypku...

Na poniższym zdjęciu prezentuję jeden z tych swetrów

Kontynuując, z czasem stwierdziłam, że ten sweter jest za duży i może go sobie spruję i zrobię mniejszy. I to był błąd!!!
Sweter ten w 90% składał się z czegoś. Trochę jakby luźno uprzedzona czesanka akrylowa???
a wełna owcza? jest i wełna owcza
oto 1/3 tego co było w tym swetrze

żeby bardziej pokazać procentowość owcy w wełnianym swetrze położyłam ten motek przy swetrze -_-

No i jak tu ponownie zrobić sweter z czegoś takiego jak już ma się świadomość co to jest???
Nie da się, ale za to da się zrobić torbę :D
i tu dochodzimy do finału. Udało mi się prawie cały zakopiański "owczy" sweter przerobić na torbę :)




mieści się w niej wszystko co mi na co dzień do szczęścia jest potrzebne, i czasami trochę więcej ;D
Środek uszyłam jej z mocnego drelichu i wyposażyłam go w kupkę bocznych kieszonek, dzięki czemu pierwszy raz od dłuższego czasu wiem co gdzie mam w torbie ;D

Na zdjęciach torba z wkładką, bo na prawdę nie chciało mi się jej wypakowywać ;)



Czas poszukać sobie nowy włóczkowy projekt na serialowe wieczory~~

PS. Havoc skończył właśnie 5lat i z tej okazji tak się dziad rozbijał, że aż sobie łapę uszkodził :/
Po dokładnym wymacaniu przez weta, okazało się, że to na szczęście tylko nadwyrężenie i fret ma się dokurować sam, co też uczynił ^^
Nie czujecie się jeszcze za lkowani?
to proszę bardzo, dziś też będzie Riza.

Wczoraj listonosz dostarczył mi łaskawie do skrzynki awizo.
Dziad wie o której wracam, a żeby nie wchodzić na trzecie piętro to przyjeżdża wcześniej.
Dodatkowo dziadowi nie chce się chodzić codziennie i paczka priorytetowa dotarła do mnie po sześciu dniach....
poszłam dziś na pocztę i na druczku do podpisania znalazłam błąd w nazwisku, zresztą taki sam jak na awizo, a że na paczce było wszystko poprawnie, to na całą pocztę wyraziłam swoje zniesmaczenie, że poczta nawet nie umie poprawnie nazwiska napisać, gdybym od razu zauważyła, że paczka jest priorytetem (bo nie byłam pewna) to jeszcze bym dodała, że dostarczanie priorytetu w 6 dni to zdzierstwo i naciąganie klienta na opłatę za niewykonaną usługę, ale co tam satysfakcję z nazwiska mam ;)

a co było w owej paczce? włoski~~
a dokładniej peruka firmy Leeke w kolorze winnym, z pięknymi acz potwornie łatwymi do poplątania lokami. rozmiar 8-9 cali
Riza zrobiła się dużo mroczniejsza, czego zbytnio zdjęcie poniżej nie oddaje.
strasznie mi się podoba w tych włoskach ^^


bonusowo, nowa twarz Ryszardy Ochódzkiej na rudo >:)
te brwi są tak specjalnie za bardzo krzaczaste (nie jest powiedziane, że jeszcze tego nie zmienię, bo bardzo mi się podoba mazanie pędzelkami po żywicy, z czasem może uda mi się nawet coś fajnego osiągnąć)



a teraz biorę się za druty :*

PS. w antyradiu właśnie leci KAT, muszę koniecznie poszukać róż~~
Dziś czysto lalkowo, choć z nutką robótek ręcznych w tle (jak zwykle)
Cały weekend walczyłam dzielnie z jedną paczką owłosienia, które zakupiłam ;)
Na pierwszy ogień poszedł platynowy blond, którego w ogóle nie nie planowałam, ale że był w promocji to go wzięłam na eksperymenty.
I dobrze zrobiłam, bo z braku doświadczenia wyszedł mi za płytki czepek, który w trakcie doszywania włosów jeszcze spłyciał (nie mam zbytnio pojęcia czemu)
obecnie peruka jest zamocowana na taśmę dwustronną, żeby nie spadała....
włosy z których robiłam tą perukę są przeznaczone na dredy i warkoczyki, więc są, że tak ujmę sianowate, ale jeśli ktoś jest amatorem barokowych fryzur, to są niezastąpione.

może popracuję nad nimi jakimś żelem do włosów( to trochę zmniejszą objętość) w końcu to peruka eksperymentalna ;)

a teraz sesja o dźwięcznym tytule

jeśli nie chcesz mojej szopy, krokodyla daj mi złoty
czyli wybudzona Riza ^^











jak widać, jedni mają misie, inni pieski a Riza ma krokodyla ;)
Zacznę dziś na słodko :)
No bo w tym tygodniu czwartek był jakiś taki tłusty ;)
a że akurat wtedy wybierałam się do Brahdelt na obmacywanie jej żywicznych kobiet, postanowiłam rozszerzyć swe kulinarne umiejętności o ciastka smażone na głębokim tłuszczu :)

I tak właśnie powstała, krowiej wielkości, armia przymałych oponek ;D
zmontowana na bazie tego przepisu.

Autorka miała rację, pierwszego i ewentualnie drugiego dnia są chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, a potem są już tylko chrupiące ;) ale i tak są super

~ *** ~
wprowadzam znacznik do oddzielania wątków, brakowało mi go zawsze

Jak to się mówi - potrzeba matką wynalazków, u mnie potrzeba była matką odświeżenia wiedzy frywolitkowej, ale to tylko szczegół ;)
Muszę przyznać, że chwilę mi zajęło ustalenie faktu jak się plącze supełki, ale jak już to opanowałam nic nie stanie mi teraz na przeszkodzie do ponownego powrotu do tej techniki ;)


A powód frywolitkowego wznowienia był dość prozaiczny, potrzebne mi było coś na lalkową szyję ;D
Ech, mała rzecz a cieszy


~ *** ~

Przy okazji daję dowód życia mojej drutowej torby, muszę do niej w końcu przysiąść... bo wisi tak nade mną, jak jakieś mroczne widmo... (właśnie zauważyłam nogę Rizy ;D )


~ *** ~

A tu się zaczyna nowy rozdział mojej zabawy lalkami, czyli robienie własnych peruk.

Jak się dziś sprężę to może wieczorem wrzucę owoc mojej weekendowej dłubaniny ;)

A na razie wracam do pracy -_-
Studenci mają sobie teraz sesję, to i ja nie chciałam być gorsza i sobie małą sesyjkę strzeliłam ;)

ale najpierw wytłumaczę skąd wziął się śnieg w mojej wannie, bo sądzę, że to niektórych zaintrygowało ^^

otóż, nachalne opady śniegu zasypały nam okna połaciowe, a następnie sobie na tych oknach przymarzły i odcięły dostęp do światła....
udało nam się dobić do jednego z tych okien i żeby nie zwalić komuś bryły lodu na głowę/balkon, przenieśliśmy całą powierzchnię okna do wanny, i to jest cała niezbyt magiczna prawda. Ale co fret miał radochę, to miał :D

A teraz moja sesyjka popołudniowa ;)
była robiona przy resztkach światła dziennego i była przy tym potwornie głodna (ta zima ma na mnie zły wpływ)

Przy okazji Riza prezentuje swoje nowe wdzianko ;)







bonusowo - Havoc bez lampy, z ISO 100 ;D - czyli fretka w ruchu



a tu już w bezruchu ;D


i bonus drugi czyli Ryszarda Ochódzka - makeup eksperymentalny ^^